Węgierskie wygłupy i rosyjskie interesy

Kilka dni temu wiceprezes Łukoilu Leonid Fiedun żalił się dziennikarzom "Financial Times", że rosyjskie firmy są dyskryminowane w krajach Europy Wschodniej. Z nazwy wymienił Litwę i Polskę. Teraz mógłby dodać również Węgry. Władze w Budapeszcie postanowiły bowiem zmienić statut koncernu naftowego MOL, by nie dopuścić do jego przejęcia przez Rosjan.

Aktualizacja: 11.04.2009 23:09 Publikacja: 10.04.2009 21:33

Rosjanie są już zresztą w MOL obecni. W ubiegłym tygodniu spółka Surgutnietiegaz kupiła 21 proc. akcji węgierskiego koncernu. Sprzedającym był austriacki OMV, a okoliczności transakcji dają podstawy, by podejrzewać, że Austriacy odegrali rolę tzw. słupa, od początku działając na rzecz Surgutnieftiegazu.

Trudno się dziwić domniemanym machinacjom Rosjan. Przecież nie mogli działać otwarcie – reakcja Budapesztu jest najlepszym tego potwierdzeniem. Węgierski rząd nie widzi w Surgucie zwykłego przedsiębiorcy, ale – jak zarzuciło mu rosyjskie MSZ – "sztucznie upolitycznia sprawę".

Rzecznik resortu – z tą tak fascynującą w metodach rosyjskiej dyplomacji – mieszaniną cynizmu i obłudy, wezwał Węgrów, by przestali się wygłupiać i z radością powitali inwestycję Surgutu, bo jest ona przejawem woli Rosjan, by zacieśniać współpracę gospodarczą z Europą.

Sęk w tym, że rosyjskie firmy nie są takimi samymi przedsiębiorcami jak spółki zachodnie. Weźmy Surgutnieftiegaz. Do kogo należy ta firma? By uzyskać taką wiedzę o spółce z UE, wystarczy wejść na jej stronę internetową i kliknąć w zakładkę "Relacje inwestorskie". Ta sama operacja w przypadku Surgutu kończy się wyświetleniem jednego jedynego zdania informującego, że spółka ma 38 120 udziałowców. Kim oni są i jaką część akcji posiadają – tego się już nie dowiemy. Według prasy blisko 70 proc. Surgutu jest kontrolowane przez kierownictwo spółki. Jej prezesem jest Władimir Bogdanow, człowiek - to znów medialne sugestie - bardzo blisko związany z Władimirem Putinem

Tu dochodzimy do sedna sprawy. Niejasne powiązania biznesu i polityki są w Rosji normą. I o ile za prezydenta Jelcyna to biznes używał polityków do swoich celów, o tyle za prezydentury Putina role się odwróciły. Kontrolowana przez państwo gospodarka stała się narzędziem uprawiania polityki zagranicznej. To zresztą samo w sobie nie jest żadnym ewenementem. USA też gnębią reżim Fidela Castro embargiem gospodarczym. Ale w przypadku Rosji stopień dyspozycyjności firm wobec Kremla przybrał kwalifikowaną formę.

Dlatego nie można się dziwić działaniom Budapesztu. Przejęcie MOL przez Surgut byłoby de facto przejęciem go przez Moskwę. Która użyłaby spółki do realizacji swoich celów. To, że mogłyby być one sprzeczne z interesem Węgier czy nawet akcjonariuszy MOL, nie miałoby dla obecnej ekipy na Kremlu żadnego znaczenia.

[ramka][link=http://blog.rp.pl/blog/2009/04/10/lukasz-rucinski-wegierskie-wyglupy-i-rosyjskie-interesy/]Skomentuj[/link][/ramka]

Rosjanie są już zresztą w MOL obecni. W ubiegłym tygodniu spółka Surgutnietiegaz kupiła 21 proc. akcji węgierskiego koncernu. Sprzedającym był austriacki OMV, a okoliczności transakcji dają podstawy, by podejrzewać, że Austriacy odegrali rolę tzw. słupa, od początku działając na rzecz Surgutnieftiegazu.

Trudno się dziwić domniemanym machinacjom Rosjan. Przecież nie mogli działać otwarcie – reakcja Budapesztu jest najlepszym tego potwierdzeniem. Węgierski rząd nie widzi w Surgucie zwykłego przedsiębiorcy, ale – jak zarzuciło mu rosyjskie MSZ – "sztucznie upolitycznia sprawę".

Opinie Ekonomiczne
Bjørn Lomborg: Skąd wziąć pieniądze na obronę Europy
Opinie Ekonomiczne
Profesor Sławiński: Stablecoins to kolejna odsłona demokratyzacji spekulacji
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof A. Kowalczyk: Czarny łabędź w Białym Domu, krew na Wall Street
Opinie Ekonomiczne
Ptak-Iglewska: UE jak niedźwiedź: śpi, a jak ryczy, to za późno. Trump nas budzi
Materiał Promocyjny
O przyszłości klimatu z ekspertami i biznesem. Przed nami Forum Ekologiczne
Opinie Ekonomiczne
Prywatyzacja przez deregulację