We wtorek rozpoczyna się w Londynie ósma runda negocjacji porozumienia o przyszłych relacjach między UE i Wielką Brytanię. Różnice stanowisk są ogromne i przez wiele miesięcy rozmów trudno mówić o ich zbliżeniu. Ale może być jeszcze gorzej, bo – jak doniósł w poniedziałek dziennik „Financial Times" – Boris Johnson ma w środę przedstawić propozycję nowego aktu prawnego, która przekreśli część ustaleń z wcześniej podpisanej, ratyfikowanej i obowiązującej umowy o wyjściu Wielkiej Brytanii z UE. Miałaby ona zmieniać w szczególności postanowienia protokołu o Irlandii Północnej. Umowa rozwodowa przewidywała faktyczne wzniesienie granicy celnej między Irlandią Północną a resztą Wielkiej Brytanii po to, żeby nie powstała taka granica między należącą ciągle do UE Republiką Irlandii a Irlandią Północną. UE bardzo na tym zależało, bo powszechne jest przekonanie, że powstanie takich fizycznych barier mogłoby zagrozić młodemu ciągle pokojowi na irlandzkiej wyspie.
Tymczasem Londyn miałby zmierzać do zmiany tej umowy, co stanowiłoby naruszenie prawa międzynarodowego. Brytyjska ustawa dotycząca rynku wewnętrznego ma na celu zapewnienie płynnego funkcjonowania handlu między Anglią, Walią, Szkocją i Irlandią Północną po opuszczeniu przez Wielką Brytanię jednolitego rynku UE i unii celnej na koniec tego roku. Według „FT" niektóre klauzule w ustawie faktycznie zastąpią części tak zwanego protokołu o Irlandii Północnej. Przewiduje on, że Wielka Brytania musi informować Brukselę o wszelkich decyzjach dotyczących pomocy państwa, które mogłyby wpłynąć na rynek towarów w Irlandii Północnej, i zobowiązać tamtejsze przedsiębiorstwa do składania dokumentów celnych przy wysyłaniu towarów do pozostałej części Wielkiej Brytanii. Natomiast proponowana ustawa o rynku wewnętrznym miałaby zmuszać sądy Wielkiej Brytanii do przestrzegania nowego prawa brytyjskiego, a nie umowy z UE. To osłabiałoby protokół irlandzki w zakresie ingerencji w politykę pomocy państwa w Wielkiej Brytanii. Miałoby też zlikwidować odprawę celną między Irlandią Północną a resztą Wielkiej Brytanii.
Oprócz tego na jesieni planowana jest też nowa ustawa finansowa, która miałaby zastąpić trzeci aspekt protokołu o Irlandii Północnej, obejmujący uiszczanie opłat celnych za towary przywożone do regionu. Wszystko to ku zadowoleniu zwolenników twardego brexitu, którzy uważali protokół irlandzki za zdradę interesów narodowych, bo zobowiązywałby on Wielką Brytanię do stosowania unijnego prawa i w pewnym zakresie – pomocy państwa – zmuszał ją do uznawania orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE.
Taka propozycja oznacza, że Londyn faktycznie przestał wierzyć w możliwość zawarcia korzystnego porozumienia o wolnym handlu i zmierza w kierunku modelu bez umowy, czyli z cłami, kontrolami granicznymi, barierami handlowymi od 1 stycznia 2021 roku. Bo jeśli teraz przegłosuje ustawę przekreślającą część kluczowych postanowień z umowy o wyjściu, to Bruksela może się wycofać z negocjacji. O tym, jak ważna jest to sprawa, świadczy bezprecedensowe oświadczenie przewodniczącej Komisji Europejskiej, która zwykle nie komentuje przecieków prasowych. – Ufam, że rząd brytyjski wdroży umowę o wystąpieniu, zobowiązanie wynikające z prawa międzynarodowego i warunek wstępny przyszłego partnerstwa. Protokół w sprawie Irlandii/Irlandii Północnej ma zasadnicze znaczenie dla ochrony pokoju i stabilności na wyspie oraz integralności jednolitego rynku – oświadczyła Ursula von der Leyen.
Dodatkowo o sprawie mówiono na codziennym briefingu KE. – Pełne wdrożenie umowy o wyjściu, razem z protokołem o Irlandii Północnej, jest warunkiem wstępnym porozumienia o przyszłych stosunkach. Michel Barnier (unijny negocjator – red.) podniesie ten problem w trakcie rozpoczynającej się we wtorek rundy negocjacyjnej – powiedział rzecznik KE Daniel Ferrie.