Z pewnością jest najbardziej utytułowanym bankierem na świecie. Może się pochwalić najznamienitszymi odznaczenia, z francuską Legią Honorową włącznie. Ale z pewnością nie otrzymałby jej dziś z rąk obecnego prezydenta Francji Nicolasa Sarkozy’ego – jednego z najzagorzalszych krytyków obecnej polityki EBC. Prezydent wini bank za zbyt drogie euro. Według niego to ono odpowiada za kiepską kondycję francuskiej gospodarki.
Kariera urodzonego w Lyonie w 19 42 r. Tricheta zaczęła się niebankowo i od porażki. Z wykształcenia jest inżynierem górnictwa, ale w wyuczonym zawodzie nie umiał się odnaleźć. Wyjechał więc do Paryża i tam m.in. skończył ekonomię na Universite de Paris. Tym razem wybór profesji okazał się trafny. Od samego początku piął się błyskawicznie po szczeblach finansowej kariery.
W 1969 r. został generalnym inspektorem finansowym, by zaraz przejść do Ministerstwa Finansów i Ministerstwa Skarbu, gdzie został sekretarzem generalnym i szefem komisji zajmującej się poprawą kondycji francuskiego przemysłu. W 1978 roku został doradcą ministra gospodarki Rene Monory i prezydenta Giscarda d’Estainga, zajmował się problemami związanymi z energetyką, przemysłem, badaniami oraz mikroekonomią. W 1985 r. do jego obowiązków doszło szefowanie Klubowi Paryskiemu.
Dwa lata później pracował już w banku centralnym Francji. Był też gubernatorem w MFW i Banku Światowym. Ukoronowaniem błyskotliwej kariery była nominacja na szefa banku Francji. Tę funkcję sprawował przez dwie kadencje. Na tyle udanie, że kolejnym krokiem było już kierowanie EBC. Ale mimo wielkiego obycia w świecie finansów nie został prezesem Europejskiego Banku za pierwszym podejściem. Nie dlatego, że jego kwalifikacje były niewystarczające, ale dlatego, że część państw członkowskich z Niemcami na czele wolała Holendra Wima Duisenberga. Zawarto więc kompromis: Holender po czterech latach, w połowie kadencji, odda fotel Trichetowi. Stało się to też możliwe, bo Francuz został oczyszczony z zarzutów w związku z aferą banku Credit Lyonnais. Aby skazać Tricheta, potrzebne były zeznania urzędnika narodowego banku Francji Jean-Louisa Butscha.
Chodziło o to, czy kontrolerzy bankowi mieli nakazane uspokajać, że straty Lyonnais w 1992 r. są mniejsze niż w rzeczywistości, by nie wywoływać burzy we francuskiej bankowości. Problem w tym, że Butsch zmarł, w efekcie nie można było dowieść, gdzie zapadały decyzje. Trichet od początku procesu zapewniał, że nie ma ze sprawą nic wspólnego. EBC zorganizował na wzór Banku Anglii – ograniczył administrację i koszty, nacisk położył na zbijanie inflacji. To podejście pomogło w uzdrowieniu gospodarki w całej strefie euro.