Komisja Europejska wycofała przeciwko Polsce skargę za niewdrożenie przepisów dyrektywy o OZE nakładająca na nasz kraj 61 tys. euro. Czy nie grożą nam jednak kary za opieszałość?
Termin wdrożenia dyrektywy o OZE rzeczywiście upłynął w dniu 5 grudnia 2010 r. Należy jednak podkreślić, że z uwagi na bardzo złożoną materię, nie tylko Polska miała problemy z punktualną transpozycją wszystkich przepisów. Ponadto, zdecydowana większość przepisów dyrektywy, w tym jej najważniejsze kwestie, zostały w pełni zaimplementowane do polskiego porządku prawnego terminowo. Obecnie nie ma już żadnych wątpliwości, że wszystkie przepisy są wdrożone, więc Komisja Europejska wycofała wniosek o ukaranie Polski kwotą 133 tys. euro dziennie, potem zmniejszoną do 61 tys. euro. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie ma już zatem formalnych podstaw do kontynuacji postępowania w tej sprawie. Groźba kary została ostatecznie zażegnana.
Zbiegło się to w czasie z uchwaleniem ustawy o OZE po pięciu latach prac nad dokumentem...
Decyzja KE o wycofaniu wniosku o ukaranie Polski nie miała żadnego związku z postępem prac nad tą ustawą. Zarzuty Komisji dotyczyły nowelizacji ustawy o biokomponentach i biopaliwach ciekłych. Chodziło o regulacje związane z kryteriami zrównoważonego rozwoju dla biokomponentów. Choć pierwotne zapisy naszej ustawy odsyłały do odpowiednich paragrafów dyrektywy, to KE uznała, że należy bezwzględnie wdrożyć te kryteria bezpośrednio do polskiego porządku prawnego. Był to więc raczej spór o charakterze prawnym, a nie merytorycznym.
Ustawa zmienia system wsparcia z zielonych certyfikatów na aukcje. Kiedy MG ogłosi do pierwszej z nich wytyczne np. cenę referencyjną czy wolumen potrzebnej zielonej energii.