Od 24 lutego , czyli od dnia inwazji Rosji na Ukrainę nieczynnych jest 11 lotnisk na południu Rosji. Większość z nich nie zwolniła wszystkich pracowników, bo rosyjski regulator lotów Rosawiacja co miesiąc przedłuża wyłączenie tych portów z operacji. Tak, jakby wojna mogła się szybko skończyć.
Jedno z takich lotnisk - w Anapie wymyśliło, że w takiej sytuacji można zarobić nawet jeśli stamtąd nic nie lata, a nadal stoją uziemione samoloty, które nie mogą nawet donikąd wystartować. Ponieważ wiele osób lubi atmosferę podróży, lotnisko Anapa ma dla nich ofertę - pisze rosyjski niezależny portal „Insider”. Za równowartość 1500 rubli ( czyli 24 dolarów) człowiek, który chciałby polecieć, ale nie ma takich możliwości, może przyjechać na lotnisko, gdzie przejdzie wszystkie normalne procedury - rejestrację pasażera, nada bagaż, dostanie kartę pokładową z wyznaczonym miejscem, przejdzie kontrolę bezpieczeństwa i po odczekaniu w kolejce przy jednej z bramek wyjściowych będzie mógł wsiąść do odpowiedniego samolotu. Jako bonus jednak jest wizyta w kokpicie i posiłek na pokładzie, a także salut wodny wykonywany przez lotniskową straż pożarną.
Czytaj więcej
W lipcu i sierpniu w ruchu czarterowym i cargo warszawskie lotnisko odnotowało lepsze wyniki niż w rekordowym 2019. Ruch tradycyjny odbudowuje się wolniej.
Takie powitanie zazwyczaj wykonywane jest podczas rejsów z nowych kierunków, a na Lotnisku Chopina tak witano pierwsze Dreamlinery. Niestety w Anapie na tym przygoda się skończy, bo startu nie ma.
Cała oferta nazywa się „Chcę polecieć”, reklamowana jest jako „pełne doświadczenie podróży lotniczej”. I bardzo przypomina „loty do nikąd” oferowane na różnych lotniskach w czasie pandemii COVID-19, kiedy granice były zamknięte. Wtedy zarządy lotnisk także umożliwiały pasażerom tęskniącym za atmosferą podróży lotniczych możliwość przejścia odpraw biletowo-bagażowych, ale bez startu. Były i takie, że samolot startował, robił kółko nad lotniskiem i lądował w tym samym porcie.