Rok 2020 uważa się za bardzo zły. Słusznie. Nie trzeba wyjaśniać dlaczego. Mało kto jednak zauważa, że mógł być znacznie gorszy. Ten zły rok zaczął się na dobre nie styczniu a w marcu, gdy pandemia dotarła do Europy, budząc grozę obrazami z włoskiej Lombardii i poczucie bezsilności wobec śmiercionośnego wirusa. Nie mniej dramatyczne były pierwsze polityczne zapowiedzi, które w tej atmosferze brzmiały jak mroczne proroctwa. Dotyczyły one zawalenia się wiary w potęgę nauki i postępu, zamykanie się państw i narzucanie społeczeństwom ograniczeń sprzyjających autorytarnym rządom czy pogłębienia się kryzysu a nawet rozpadu Unii Europejskiej. Nad demokratycznym zachodnim światem zawisła apokalipsa.