Zamek Królewski w Warszawie to obok Wawelu najbardziej nobliwe miejsce w Polsce na wystawienie dzieł Caravaggia. Najodpowiedniejsze już nie istnieje, przed dekadą bowiem znikł w Warszawie Stadion Dziesięciolecia – świątynia szarej strefy handlu, kieszonkowców i ludzi podejrzanej konduity. A Michelangelo Merisi, zwany od zapadłej rodzinnej mieściny matki pod Mediolanem Caravaggiem, od Stwórcy otrzymał nie tylko sprawną rękę do pędzla, ale i do wymierzania ciosów. Popędliwy artysta najczęściej mierzył pięścią bliźnim między oczy, sprawnie obchodził się z mieczem i kijem, wszczynał burdy, w barach celował talerzem karczochów w kelnerów, a na ulicy kamieniami w straż miejską. Za co lądował za kratami. Stamtąd albo uciekał, albo wyciągali go możni protektorzy, którzy jego obrazami zdobili ściany swoich pałaców i kaplic.