W dobie #metoo każde pojawienie się Romana Polańskiego na filmowych imprezach wzbudza kontrowersje. Kilka lat temu, gdy w konkursie weneckim znalazł się „Oficer i szpieg” na pierwszej konferencji prasowej swoje zdziwienie wyraziła przewodnicząca jury Lucrecia Martel. Ale film był interesujący, Polański dostał Grand Jury Prize. W tym roku nawet krytycy najważniejszych pism filmowych pisali o tym, że w programie Mostry znalazły się filmy trzech artystów oskarżanych o seksualne molestowanie: Polańskiego, Woody’ego Allena i Luca Bessona. Dyrektor artystyczny festiwalu bronił się: Luc Besson został niedawno przez francuski sąd uniewinniony, Woody Allen nigdy nie stanął przed sądem. Polański? To już nazwisko trudniejsze do wybronienia. Wybitny reżyser został wyrzucony z Amerykańskiej i z Francuskiej Akademii Filmowej, do dzisiaj jego sprawa, mimo ugody z ofiarą, nie jest zamknięta. Polański nie może wjechać do Stanów, w obawie przed ekstradycją nie przyjeżdża również do Włoch. Ale i tu Alberto Barbera odpiera ataki: „Nie interesuje mnie życie prywatne artystów. Oceniam filmy”.