Piątkowe wydarzenia były kontynuacją tego, co widzieliśmy w czwartek. Inwestorzy masowo uciekali od ryzyka wyprzedając akcje, a także waluty krajów rynków wschodzących, co jest oczywiście odpowiedzią na cła ogłoszone w środę wieczorem przez Donalda Trumpa. Suchą nogą przez to otoczenie nie mógł przejść także złoty. W piątek znów nasza waluta wyraźnie traciła na wartości. Popołudniu euro drożało o około 0,9 proc. osiągając poziom 4,25 zł. Dolar drożał o 1 proc. do 3,86 zł, a frank szwajcarski drożał aż o 1,9 proc. do 4,53 zł. Szczególnie zachowanie franka, który jest traktowany na rynku walutowym jako bezpieczna przystań, jasno sugeruje, że kapitał szuka przede wszystkim bezpieczeństwa.

Czytaj więcej

Ekonomiści: Donald Trump rozpętał wojnę, której nie może wygrać. Przegra z ekonomią

Złoty atakowany ze strony Donalda Trumpa i Adama Glapińskiego

Złotemu ciążą nie tylko fatalne nastroje na światowych rynkach, ale także i gołębi zwrot szefa NBP Adama Glapińskiego i coraz bardziej realna perspektywa obniżek stóp procentowych w Polsce w tym roku (być może nawet jeszcze w maju).

– Połączenie oczekiwań co do obniżek EBC, wraz z globalną wojną handlową oraz wczorajszym zwrotem Adama Glapińskiego przynosi odpływy kapitału z sektora bankowego w Polsce oraz z rynku walutowego. Złoty traci na większości zestawień. Czeka nas ciekawy weekend, gdzie tylko ostatnie godziny przyniosły cła retorsyjne ze strony Chin –  zwraca uwagę Konrad Ryczko, analityk DM BOŚ. 

Po czwartkowym bardzo mocnym osłabieniu dolara, w piątek po południu amerykańska waluta próbowała „wrócić do gry”. Para EUR/USD traciła na wartości schodząc w okolice 1,10.