Ekonomiści: Donald Trump rozpętał wojnę, której nie może wygrać. Przegra z ekonomią

Prezydent Donald Trump nie słucha ekonomistów, których zresztą próżno szukać w jego otoczeniu. Nie wyciągnął wniosków z lekcji, jaką była wojna handlowa sprzed 90 lat. Rozpętał nową wojnę, którą odczuje cały świat, ale także, i to mocno, Amerykanie.

Publikacja: 04.04.2025 04:41

Prezydent USA Donald Trump

Prezydent USA Donald Trump

Foto: PAP/EPA/SHAWN THEW

Można bez przesady powiedzieć, że środowe ogłoszenie przez prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa wprowadzenia ceł odwetowych na dziesiątki państw i regionów wstrząsnęło światem. W czwartek zanurkowały indeksy giełdowe, także na Wall Street. Cła stały się najważniejszym tematem rozmów polityków, ekonomistów i zwykłych obywateli. Nic dziwnego, reperkusje decyzji Trumpa mogą być bowiem potężne, także dla Amerykanów, o czym prezydent nie wspomniał ani słowem.

Foto: Tomasz Sitarski

Polityka gospodarcza Donalda Trumpa. Wiara zamiast ekonomii

– Kilkunastu amerykańskich laureatów Nagrody Nobla z ekonomii napisało do prezydenta Trumpa list, w którym tłumaczyli, jakie będą konsekwencje jego działań, ale najwyraźniej bardziej ceni on sobie głos pracowników fabryk z Detroit – mówi „Rzeczpospolitej” ekonomista prof. Witold Orłowski.

Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu, zwraca uwagę, że prawdziwi ekonomiści już od prezydenta Trumpa odeszli. Tych, którzy byli w radzie ekonomicznej i doradzali poprzednim prezydentom, już dawno w otoczeniu Trumpa nie ma. – Tam jest mocna ideologia. Trochę to jest jak z Kościołem. Tam jest wiara. Wiara, że nasza koncepcja jest słuszna, najsłuszniejsza i ona się sprawdzi. Za chwilę się przekonamy, jak się sprawdzi – mówi Janusz Jankowiak.

Czytaj więcej

Witold Orłowski: Donald Trump słucha robotników z Detroit, nie laureatów Nobla z ekonomii

Dzięki cłom odwetowym Trump chce ograniczyć amerykański deficyt handlowy. Ekonomiści nie mają jednak złudzeń. – Amerykański prezydent mówi z jednej strony, że cła ograniczą eksport do Stanów, bo zagraniczne firmy przeniosą tam swoją produkcję, z drugiej zapowiada jednak napływ nowych setek miliardów dolarów z ceł nałożonych na eksport do USA. Twierdzi wręcz, że być może w Stanach nie będą potrzebne podatki, bo za amerykańskich obywateli zapłaci je zagranica. To niespójne, bo albo import się wstrzymuje i zastępuje krajową produkcją, albo ten import nadal ma być, tylko ma przynosić jak najwięcej pieniędzy. Tu mamy obie te rzeczy – mówi Witold Orłowski.

Janusz Jankowiak zwraca uwagę na szacunki, wedle których cła w średniej wysokości 20 proc. ograniczą amerykański deficyt handlowy mniej więcej o 1/10. Mogą go więc co najwyżej zredukować, a nie zlikwidować, przynosząc przy tym duże straty w postaci wyższych kosztów dla konsumentów amerykańskich. – To z ekonomią jako taką nie ma nic wspólnego. Problemem amerykańskiej gospodarki jest nadmierny popyt wewnętrzny przy niewystarczających możliwościach zaspokojenia go siłami własnymi. To jest główna przyczyna deficytu handlowego – mówi Jankowiak. – Ale ten deficyt to małe piwo – dodaje. I tłumaczy, że Amerykanie mają olbrzymi napływ kapitału, który pokrywa im deficyt w wymiarze finansowym, fiskalnym. A obecna polityka Trumpa będzie powodowała to, że ten kapitał będzie im napływał mniej chętnie. – To, w jaki sposób bez wsparcia zewnętrznego sfinansować popyt krajowy, będzie następnym amerykańskim problemem – ocenia główny ekonomista PRB. I przekonuje, że ten sam wynik da się osiągnąć przez wzrost podatków, cięcie wydatków rządowych oraz wzrost oszczędności gospodarstw domowych. I to bez likwidacji zewnętrznych źródeł finansowania deficytów, które są niezbędne do czasu, aż wyniki zacznie przynosić rozsądna korekta realnych przyczyn nierównowagi. – Problemem jest dobór remedium na bolączkę. Ta trumpowska recepta dobrze się sprzedaje, choć jest chora i chorobę tylko pogłębi. Recepta ekonomiczna wymaga nieprzyjemnej kuracji. Pomogłaby w średnim okresie przywrócić zdrowie. Tyle że bardzo kiepsko wygląda w oczach wyborców – mówi Janusz Jankowiak.

Wzrost gospodarczy i inflacja

Ekonomiści dość zgodnie spodziewają się spowolnienia tempa amerykańskiego wzrostu gospodarczego, a być może nawet recesji. – Ryzyko recesji w USA wzrosło, ale szacuje się je na 30–35 proc., a więc jest jeszcze dość odległe – mówi Witold Orłowski. – Cła wywołają kontrposunięcia partnerów handlowych USA, czyli przyniosą ograniczenie amerykańskiego eksportu. Do tego dojdzie wzrost cen, inflacja pójdzie w górę, co zapewne pociągnie za sobą reakcję Fedu i podwyżkę stóp procentowych. To dla amerykańskiej gospodarki i tamtejszych konsumentów może być bardzo niekorzystne, a dodatkowo przełoży się na umocnienie dolara i spadek cen towarów z importu – prognozuje.

Czytaj więcej

Jakub Borowski: Jesteśmy w stanie obronić się przed ciosem ze strony Donalda Trumpa

– Na krótką metę będą temu towarzyszyły werble propagandowe, które będą sławiły decyzje prezydenta i ich przyszłe konsekwencje. W średnim okresie, najbliższych paru kwartałów, dane o wpływie ceł na ceny, popyt wewnętrzny, handel zagraniczny, na tempo wzrostu gospodarczego, będą jednak działały przeciwko administracji prezydenta Trumpa. W prognozach dotyczących dynamiki wzrostu gospodarczego już widać rosnące prawdopodobieństwo wystąpienia recesji – zauważa Janusz Jankowiak.  

Donald Trump nie odrobił lekcji

Z niedowierzaniem ekonomiści patrzą na to, że przed ogłoszeniem decyzji o powszechnych cłach odwetowych prezydent Stanów Zjednoczonych nie sięgnął do historii.

– USA na pewno siebie wpędzą w kryzys, czy wpędzą weń świat, tego nie wiem, bo słowem najczęściej używanym dziś jest chaos – mówi Piotr Kuczyński, analityk DI Xelion. Przypomina, że Stany Zjednoczone już raz wywołały wielką wojnę handlową, w 1930 r. za pomocą tzw. ustawy Smoota–Hawleya, która wprowadziła cła wzajemne, by wyciągnąć kraj z recesji. Skutki tej ochrony rynku wewnętrznego były jednak opłakane. Ekonomiści oceniają, że to właśnie mogło być główną przyczyną wielkiego kryzysu gospodarczego z lat 30. XX wieku. – W efekcie wprowadzenia tych ceł eksport USA spadł o 67 proc., a indeks S&P 500 spadał jeszcze przez dwa lata, tracąc kolejne 80 proc. po ponad stracie 40 proc. po tym krachu – przypomina ekspert Xeliona.

Czytaj więcej

Emmanuel Macron wzywa unijne firmy, by nie inwestowały w USA

Witold Orłowski dodaje, że to, co zdarzyło się 90 lat temu, ostatecznie zabiło handel światowy. W ciągu trzech lat wartość tego handlu spadła o 70 proc. – Wydawało się, że po tej lekcji nikomu nie przyjdzie do głowy, że dobrą metodą prowadzenia polityki gospodarczej może być wszczynanie wojen handlowych. Najwyraźniej jednak przyszło – mówi prof. Orłowski.

Świat ma się czym bronić przed cłami Donalda Trumpa

Nie ma wątpliwości, że kraje zaatakowane przez prezydenta Trumpa raczej nie będą się temu przyglądać biernie. Już wcześniej cłami odpowiedziała Kanada. Odpowiedzi szykują też m.in. Chiny i Unia Europejska.

– Skutecznym źródłem nacisku może być opodatkowanie w Europie interesów miliarderów technologicznych, założycieli Amazona, Facebooka, Google’a czy też szefa Apple’a, którzy podczas inauguracji prezydentury stali na podium za Donaldem Trumpem. UE ma potężną broń, która nazywa się podatek cyfrowy – mówi Piotr Kuczyński. Jego zdaniem nałożenie takiego wysokiego podatku przez całą UE może sprawić, że szefowie technologicznych gigantów pójdą na klęczkach do Trumpa, bo trudno im będzie odpuścić rynek liczący 550 mln osób.

Eksperci zwracają uwagę, że o ile w handlu towarami UE ma nadwyżkę względem USA, o tyle w handlu usługami sytuacja jest odwrotna, przy czym nadwyżka amerykańska jest tu znacznie wyższa niż nadwyżka europejska w handlu towarowym. O tym prezydent Trump nie wspomniał. – Nie wiem, czy użyjemy tej broni, czy Unia jest już gotowa do jej odpalenia. Ale taką broń mamy – mówi Piotr Kuczyński.

Witold Orłowski przekonuje, że UE powinna starać się uniknąć scenariusza totalnej wojny celnej, z drugiej jednak strony przeciwnik, który od razu kapituluje, jest dla prezydenta Trumpa do wdeptania w ziemię. – Odpowiedź więc musi być i musi być bolesna dla części amerykańskiego eksportu. Czyli nie podniesienie ceł na wszystko, ale tam, gdzie to będzie odczuwalne. A więc na przykład niektóre rodzaje żywności, na eksporcie których zależy amerykańskim farmerom, usługi internetowe dużych amerykańskich koncernów czy tesle Elona Muska. Podejrzewam, że Unia wprowadzi takie celowane bolesne cła, mając nadzieję, że totalnej wojny uda się uniknąć – mówi prof. Orłowski.

Można bez przesady powiedzieć, że środowe ogłoszenie przez prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa wprowadzenia ceł odwetowych na dziesiątki państw i regionów wstrząsnęło światem. W czwartek zanurkowały indeksy giełdowe, także na Wall Street. Cła stały się najważniejszym tematem rozmów polityków, ekonomistów i zwykłych obywateli. Nic dziwnego, reperkusje decyzji Trumpa mogą być bowiem potężne, także dla Amerykanów, o czym prezydent nie wspomniał ani słowem.

Pozostało jeszcze 95% artykułu

Czytaj więcej, wiedz więcej!
Rok dostępu za 99 zł.

Tylko teraz! RP.PL i NEXTO.PL razem w pakiecie!
Co zyskasz kupując subskrypcję?
- możliwość zakupu tysięcy ebooków i audiobooków w super cenach (-40% i więcej!)
- dostęp do treści RP.PL oraz magazynu PLUS MINUS.
Gospodarka
Jakub Borowski: Jesteśmy w stanie obronić się przed ciosem ze strony Donalda Trumpa
Gospodarka
Witold Orłowski: Donald Trump słucha robotników z Detroit, nie laureatów Nobla z ekonomii
Gospodarka
Donald Trump uderza cłami. Co to znaczy dla świata, gospodarek i rynków?
Gospodarka
PIE: Polska gospodarka odczuje amerykańskie cła, ale niezbyt boleśnie
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
Gospodarka
Czy cały świat pogrąży się w kryzysie?