Witold Orłowski: Donald Trump słucha robotników z Detroit, nie laureatów Nobla z ekonomii

Wydawało się, że po tym, jak 90 lat temu wojny handlowe zabiły handel światowy, nikomu nie przyjdzie do głowy, że ich wszczynanie może być dobrą metodą prowadzenia polityki gospodarczej. Najwyraźniej przyszło – mówi ekonomista prof. Witold Orłowski.

Publikacja: 03.04.2025 16:07

Witold Orłowski: Donald Trump słucha robotników z Detroit, nie laureatów Nobla z ekonomii

Foto: Witold Orłowski

Jak się panu podobało wystąpienie prezydenta Trumpa, na którym ogłosił on nałożenie, jak to nazwał, ceł odwetowych na większą część świata?

To było bardzo dziwne wystąpienie. Bardziej przypominało rozmowę dwóch panów w barze niż wystąpienie polityka. Tak wyglądałaby zapewne rozmowa robotników, którzy stracili pracę, bo ich fabryka została gdzieś przeniesiona. Był słowotok o tym, jak to świat oszukiwał dotąd Amerykę, ale teraz to się skończy. Nie było w tym natomiast żadnej jasnej myśli ekonomicznej. Nie było spójnego wyjaśnienia, do czego ma to doprowadzić, jakie będą korzyści. Prezydent Trump nie powiedział też nic o kosztach, jakie przyniosą Amerykanom jego działania.

Te koszty będą?

Oczywiście. Kilkunastu amerykańskich laureatów nagrody Nobla z ekonomii napisało do prezydenta Trumpa list, w którym tłumaczyli, jakie będą konsekwencje jego działań, ale najwyraźniej bardziej ceni on sobie głos pracowników fabryk z Detroit.  

Trump liczy na to, że dzięki cłom ograniczy amerykański deficyt handlowy. To się uda?

Właściwie nie wiadomo. Amerykański prezydent mówi z jednej strony, że cła ograniczą eksport do Stanów, bo zagraniczne firmy przeniosą tam swoją produkcję, z drugiej zapowiada jednak napływ nowych setek miliardów dolarów z ceł nałożonych na eksport do USA. Twierdzi wręcz, że być może w Stanach nie będą potrzebne podatki, bo za amerykańskich obywateli zapłaci je zagranica. To niespójne, bo albo import się wstrzymuje i zastępuje krajową produkcją, albo ten import nadal ma być tylko ma przynosić jak najwięcej pieniędzy. Tu mamy obie te rzeczy.

Czytaj więcej

Jędrzej Bielecki: Wojna handlowa Trumpa. Samobój Ameryki

Oczywiście ręce i nogi ma twierdzenie, że cła zmuszą wiele firm do przeniesienia produkcji do Stanów Zjednoczonych. To w jakiejś mierze nastąpi, myślę na przykład o nowych montowniach samochodów. Ale prezydent Trump trochę oszukuje przy tym swoich wyborców, bo mówi, że wrócą fabryki i miejsca pracy, tymczasem nowe fabryki będą obsługiwane przez roboty, a nie przez ludzi.

Mówi się, że decyzje amerykańskiego prezydenta wpędzą tamtejszą gospodarkę w recesję.

Zobaczymy. Ryzyko recesji w USA wzrosło, ale szacuje się je na 30-35 proc., a więc jest jeszcze dość odległe. Giełda, która entuzjastycznie zareagowała na wybór Trumpa, w ostatnich tygodniach, gdy coraz bardziej okazywało się, że to co mówi amerykański prezydent nie jest jakąś grą, lecz jest serio, zaczęła dość mocno tracić. Cła wywołają kontrposunięcia partnerów handlowych USA, czyli przyniosą ograniczenie amerykańskiego eksportu. Do tego dojdzie wzrost cen, inflacja pójdzie w górę, co zapewne pociągnie za sobą reakcję Fedu i podwyżkę stóp procentowych. To dla amerykańskiej gospodarki i tamtejszych konsumentów może być bardzo niekorzystne, a dodatkowo przełoży się na umocnienie dolara i spadek cen towarów z importu.

Czy Unia Europejska i Polska odczuje cła Trumpa?

Generalnie tak. Najbardziej przemysł samochodowy. Polska ma nieduży eksport do Stanów, w odróżnieniu od Słowacji czy Węgier, gdzie eksport jest spory. Słowacja to motoryzacja, Węgry farmaceutyki, czyli dwa typy towarów, których import  prezydent Trump chce zastąpić produkcją krajową. Dość mocno cła odczują jednak Niemcy. To pośrednio dotknie Polskę, bo Niemcy to nasz najważniejszy partner handlowy, który od ponad dwóch lat i tak boryka się z recesją. Teraz ta recesja może się ugruntować, bo choć niemieckie nastroje w ostatnim czasie nieco się poprawiały, a produkcja zaczęła troszeczkę przyspieszać, to teraz sytuacja znów może się pogorszyć.

Czy więc UE powinna odpowiedzieć na cła Trumpa?

To jest problem. Za cłami amerykańskiego prezydenta nie stoi żadna rozsądna myśl ekonomiczna. Nie wiadomo więc, jak z tym dyskutować. Trochę trudno też przygotować rozsądną odpowiedź na cła Trumpa, bo mówiąc o cłach, które Unia nakłada na amerykańskie towary, użył jakieś absurdalnej definicji, że stosowane przez innych efektywne cła nie wynikają wcale ze stosowanych opłat, ale stanowią dokładnie tyle, ile jest wymagane by w handlu nie było zerowego bilansu…

Proszę nie pytać o ekonomiczne uzasadnienie tego wywodu, przedstawionego już na stronie Departamentu Handlu USA, bo to po prostu kompletna bzdura. Europejskie cła są znacznie niższe, kilkuprocentowe. UE wprawdzie więcej eksportuje do Stanów niż zeń importuje, ale wojna celna byłaby bardzo bolesna dla obu stron. A najgorsze, że mogłoby to oznaczać początek prawdziwej wojny handlowej, czyli czegoś co zdarzyło się 90 lat temu, gdy kraje podnosiły sobie nawzajem cła, co ostatecznie zabiło handel światowy. W ciągu trzech lat wartość tego handlu spadła o 70 proc. Wydawało się, że po tej lekcji nikomu nie przyjdzie do głowy, że dobrą metodą prowadzenia polityki gospodarczej może być wszczynanie wojen handlowych. Najwyraźniej jednak przyszło.

Unia powinna starać się uniknąć scenariusza totalnej wojny celnej, z drugiej jednak strony przeciwnik, który od razu kapituluje jest dla prezydenta Trumpa do wdeptania w ziemię. Odpowiedź więc musi być i musi być bolesna dla części amerykańskiego eksportu. Czyli nie podniesienie ceł na wszystko, ale tam gdzie to będzie odczuwalne. A więc na przykład niektóre rodzaje żywności, na eksporcie których zależy amerykańskim farmerom, usługi internetowe dużych amerykańskich koncernów, czy Tesle Elona Muska. Podejrzewam, że Unia wprowadzi takie celowane bolesne cła mając nadzieję, że totalnej wojny uda się uniknąć.

Jak się panu podobało wystąpienie prezydenta Trumpa, na którym ogłosił on nałożenie, jak to nazwał, ceł odwetowych na większą część świata?

To było bardzo dziwne wystąpienie. Bardziej przypominało rozmowę dwóch panów w barze niż wystąpienie polityka. Tak wyglądałaby zapewne rozmowa robotników, którzy stracili pracę, bo ich fabryka została gdzieś przeniesiona. Był słowotok o tym, jak to świat oszukiwał dotąd Amerykę, ale teraz to się skończy. Nie było w tym natomiast żadnej jasnej myśli ekonomicznej. Nie było spójnego wyjaśnienia, do czego ma to doprowadzić, jakie będą korzyści. Prezydent Trump nie powiedział też nic o kosztach, jakie przyniosą Amerykanom jego działania.

Pozostało jeszcze 87% artykułu

Czytaj więcej, wiedz więcej!
Rok dostępu za 99 zł.

Tylko teraz! RP.PL i NEXTO.PL razem w pakiecie!
Co zyskasz kupując subskrypcję?
- możliwość zakupu tysięcy ebooków i audiobooków w super cenach (-40% i więcej!)
- dostęp do treści RP.PL oraz magazynu PLUS MINUS.
Gospodarka
Ekonomiści: Donald Trump rozpętał wojnę, której nie może wygrać. Przegra z ekonomią
Materiał Partnera
Warunki rozwoju OZE w samorządach i korzyści z tego płynące
Gospodarka
Jakub Borowski: Jesteśmy w stanie obronić się przed ciosem ze strony Donalda Trumpa
Gospodarka
Donald Trump uderza cłami. Co to znaczy dla świata, gospodarek i rynków?
Gospodarka
PIE: Polska gospodarka odczuje amerykańskie cła, ale niezbyt boleśnie
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
Gospodarka
Czy cały świat pogrąży się w kryzysie?