Świnia+, czyli obiegowa nazwa programu „Dobrostan zwierząt", stała się tak popularna, że mało kto spoza branży jest w stanie przypomnieć sobie oficjalny termin. Sam program zdobył szybki rozgłos w połowie roku, wtedy był jednak oskarżany, że jest polityczną wrzutką na wybory.

Czytaj także: Skąd PiS weźmie pieniądze na dopłaty do krów i świń
Tuż przed wyborami projekt trafił jednak do Rządowego Centrum Legislacji – a 6 listopada projekt ustawy został skierowany do rozpatrzenia przez Stały Komitet Rady Ministrów. Ma formę nowelizacji „Ustawy o wspieraniu rozwoju obszarów wiejskich z udziałem środków EFR na rzecz Rozwoju Obszarów Wiejskich w ramach PROW na lata 2014–2020" i kilku innych. Samo działanie faktycznie nie jest polskim pomysłem, przewiduje je art. 33 rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady UE z 2013 r., część państw wprowadziło je w ramach II filara wspólnej polityki rolnej.
Procedowanie tego projektu, który dotyczy nawet 65 tys. gospodarstw, jest zaskakujące z dwóch względów. Pierwszy – dobrostan zwierząt nie zakłóca w Polsce snu polityków ani zbyt wielu wyborców, po drugie – założenia programu są sprzeczne z potrzebami ochrony stad zwierząt przed rozwojem epidemii afrykańskiego pomoru świń. Wreszcie, rozliczanie dopłat będzie kolejnym zadaniem Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, która i tak ma już problemy z wieloletnimi nawet opóźnieniami w rozliczaniu wniosków.