Po latach rozwoju sektor sklepów piekarniczo-cukierniczych przeżywa zastój i wpada w stagnację. Od kilku miesięcy branża alarmuje, że energia droższa o kilkadziesiąt procent czy drożejąca mąka będą gwoździem do trumny. Zmiany na rynku już widać.
Dyskonty na fali
– Rynek nowo powstających piekarni i ciastkarni mocno wyhamował. W tym roku Polacy zarejestrowali zaledwie 84 nowe piekarnie, jednocześnie wykreślając 77, więc rynek urósł zaledwie o 0,2 proc. Dzisiaj możemy mówić już nie o poważnym spowolnieniu, ale o stagnacji – mówi Tomasz Starzyk, rzecznik wywiadowni Dun & Bradstreet, która przygotowała dane specjalnie dla „Rzeczpospolitej”. – Wszystko wskazuje na to, że w bieżącym roku będziemy obserwowali odwrócenie wieloletniego wzrostowego trendu i spadek liczby nowo powstałych piekarni w porównaniu z analogicznym okresem roku ubiegłego. W najlepszym wypadku wartość będzie oscylować w granicach zera – dodaje. I podkreśla, że to pierwsza taka sytuacja od 2016 roku, kiedy odnotowano najniższą wartość liczby piekarni w Polsce. Dodatkowo z danych wynika, że w 2022 r. Polacy zdecydowali się na zawieszenie działalności 41 piekarni, a w całym 2021 r. zawieszono ich 101.
Przy tak rosnących cenach trudno się dziwić, że rynek się zmienia. Z ostatniej edycji badania UCE Research wynika, że w kwietniu bułki zdrożały średnio o 11 proc., chleb zaś o 30 proc. w ujęciu rocznym.
Tak drastyczne podwyżki naganiają klientów do wielkich sieci, zwłaszcza dyskontowych, które są w stanie wciąż zaoferować niższe ceny, choćby z racji skali działalności.