Nie proszę Cię o żaden „normalny" prezent, bo niczego w sumie już nie potrzebuję. Mam niemal wszystko, co do życia jest niezbędne, mam rodzinę. Mam też sporo dystansu i nie lubię nikogo prosić o coś bez powodu. Raczej staram się brać z Ciebie przykład i dawać siebie innym. Piszę ten list, licząc na Twoją dobroć, rozwagę i uwielbienie, jakim otaczają Cię u nas niemal wszyscy.
Chciałbym, abyś przybył do nas, a dokładnie na nasze podwórko, na którym ostatnio źle się dzieje, i jakoś nas ze sobą pogodził. Oczywiście jak na każdym podwórku, tak i u nas od zawsze istnieją różne grupki. Raz my pokonamy ich, raz oni nas. Taka zabawa, znasz się na tym przecież, bo i Ty kiedyś żyłeś na ziemi. Poza małymi kłótniami w tej naszej wielkiej brygadzie było w sumie OK. Ale ostatnio jest coraz trudniej. A po tym, od kiedy górą jest u nas „banda Lulasia", życie staje się niemal nieznośne. Nasze podwórkowe towarzystwo jest mocno skłócone, choć miało być inaczej. Normalnie. Ostatnio druga grupa, czyli „banda Robusia", namawia, by bawić się w wojenkę, co nie wszyscy popierają, nawet jeśli nie są za Lulasiem. Ci, którzy byli kiedyś na meczu, mówią, że zaczyna to przypominać starcie kiboli... jakby zapomnieli, że my przecież gramy tylko szmacianką. Ponieważ boję się o to, co będzie dalej, tuż przed Nowym Rokiem proszę o Twoją pomoc. Zrób coś, żeby było inaczej.