Rusłan Szoszyn: Cła Trumpa dla pingwinów, nie dla Rosjan. Jak Putin manipuluje USA

Prezydent USA uderza cłami nawet w pingwiny na niezamieszkanych wysepkach, ale oszczędza Rosję Putina. Kreml gromadzi kolekcję amerykańskich gestów dobrej woli, zyskuje czas i sprytnie to wykorzystuje.

Publikacja: 03.04.2025 17:39

Władimir Putin

Władimir Putin

Foto: PAP/EPA/GRIGORY SYSOEV/SPUTNIK/KREMLIN / POOL

Donald Trump pokazał długą tabelę państw, na które nałożył cła. Znajdziemy tam m.in. wysepki Tokelau (to terytorium zależne Nowej Zelandii ma zaledwie 1,5 tys. ludności) albo norweski Svalbard na Oceanie Arktycznym z niemal 2,5 tys. ludności.

Cła amerykańskie biją nawet w pingwiny, które są jedynymi mieszkańcami wysp Heard i McDonalda leżących w południowej części Oceanu Indyjskiego. Rosję (a wraz z nią i Białoruś Aleksandra Łukaszenki) Donald Trump postanowił jednak oszczędzić. Powodów jest kilka.

Czytaj więcej

Łatwiej spolaryzować wyborców sprawami światopoglądowymi niż tematem ceł

Dlaczego Rosji nie ma na liście ceł Donalda Trumpa? Kolejny gest wobec Putina

Wymiana handlowa Rosji z USA nie robi większego wrażenia. Przed rosyjską agresją na Ukrainę w 2021 r. opiewała na ponad 36 mld dol. Dzisiaj (dane za 2024 r.) wynosi zaledwie 3,5 mld dol., z czego lwia część (3 mld dol.) to eksport rosyjski do USA. Z drugiej zaś strony Rosjanie, mimo trwającej od ponad trzech lat wojny z Ukrainą, sprzedają Amerykanom m.in. nawozy, platynę i paliwo jądrowe. Ale czy utrata 3 mld dol. przekonałaby Putina, którego eksport do np. Chin wyniósł w ubiegłym roku 115 mld dol., do zawieszenia broni i zakończenia wojny z Ukrainą? Niekoniecznie.

Czytaj więcej

Rozmowy USA–Rosja: Reset czy jednak długa wojna w Ukrainie?

Trump zdaje sobie sprawę z tego, że uderzenie w Rosję cłami miałoby symboliczny efekt, ale definitywnie zatrułoby trwające od tygodni negocjacje, z których na razie i tak niewiele wynika.

Wygląda na to, że prezydent USA obiera drogę ustępstw i gestów dobrej woli. Sygnalizuje Moskwie, że rozmowy z Rosją traktuje poważnie, i liczy na zawarcie dealu. Pokazuje Putinowi, że nie oszczędził nawet jednego z najbliższych sojuszników – Izraela, ale dla Rosji zrobił wyjątek. To kolejny amerykański gest dobrej woli pod adresem Kremla. A było ich wiele: Trump dwukrotnie dzwonił do Moskwy, wstrzymywał pomoc dla Ukrainy, upokarzał ukraińskiego przywódcę na oczach całego świata. Putin sprytnie udaje, że te wszystkie gesty docenia.

Wysłannik Putina w Stanach Zjednoczonych. Kim jest Kiriłł Dmitrijew?

Właśnie wysłał do Waszyngtonu jednego ze swoich najbliższych współpracowników Kiriłła Dmitrijewa, szefa rosyjskiego Funduszu Inwestycji Bezpośrednich, który przed tym już uczestniczył w rozmowach z Amerykanami w Arabii Saudyjskiej. Po to, by przez dwa dni (2–3 kwietnia) rozmawiał z przedstawicielami Białego Domu.

To pierwsza tego typu wizyta wysłannika Kremla w Stanach Zjednoczonych od początku wojny Rosji z Ukrainą. Dlaczego padło akurat na Dmitrijewa, skoro tematem wojny z Ukrainą na Kremlu od lat zajmowały się zupełnie inne osoby (np. Kirijenko, Kozak, Patruszew, Naryszkin, Szojgu)? Decyzja Putina nie jest przypadkowa. Dmitrijew na Kremlu odpowiada za inwestycje zagraniczne. Licencjat na Uniwersytecie Stanforda, studia magisterskie na Harvardzie, bogaty bagaż doświadczenia zdobyty w wielu międzynarodowych korporacjach finansowych, dobra znajomość środowiska Trumpa (jeszcze z czasów pierwszej jego prezydentury).

Czytaj więcej

Rusłan Szoszyn: Negocjacje pokojowe. Na razie 1:0 dla Putina

Ma dzisiaj ważne zadanie – przekonać Biały Dom, że Rosja jest otwarta na amerykańskie inwestycje w rosyjskie surowce naturalne. Przed wyjazdem do USA Dmitrijew na łamach gazety „Izwiestia” przekonywał, że zakopane na Syberii rosyjskie metale ziem rzadkich czekają na Amerykanów.

Niewykluczone, że zakulisowa oferta Dmitrijewa jest znacznie bogatsza. Dzisiaj mogą obiecać Amerykanom wszystko: złoto, diamenty, złoża ropy czy gazu, a może i ulokowanie amerykańskiej stacji paliw tuż pod murami Kremla. Nieważne, czy cokolwiek z tych obietnic wyniknie. Putinowi zależy na utrzymaniu dynamiki rozmów z Amerykanami. Takich rozmów, które nie dotyczą fundamentalnego tematu – zawieszenia broni nad Dnieprem.

Donald Trump pokazał długą tabelę państw, na które nałożył cła. Znajdziemy tam m.in. wysepki Tokelau (to terytorium zależne Nowej Zelandii ma zaledwie 1,5 tys. ludności) albo norweski Svalbard na Oceanie Arktycznym z niemal 2,5 tys. ludności.

Cła amerykańskie biją nawet w pingwiny, które są jedynymi mieszkańcami wysp Heard i McDonalda leżących w południowej części Oceanu Indyjskiego. Rosję (a wraz z nią i Białoruś Aleksandra Łukaszenki) Donald Trump postanowił jednak oszczędzić. Powodów jest kilka.

Pozostało jeszcze 87% artykułu

Czytaj więcej, wiedz więcej!
Rok dostępu za 99 zł.

Tylko teraz! RP.PL i NEXTO.PL razem w pakiecie!
Co zyskasz kupując subskrypcję?
- możliwość zakupu tysięcy ebooków i audiobooków w super cenach (-40% i więcej!)
- dostęp do treści RP.PL oraz magazynu PLUS MINUS.
Komentarze
Netanjahu, Orbán - dwa bratanki. Plus Trump i Putin
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Cła Donalda Trumpa zmieniają wszystko
Komentarze
Estera Flieger: Kto mieszka w Polsce, ten w cyrku Trumpa się nie śmieje
Komentarze
Jacek Nizinkiewicz: PiS pomawiając Giertycha w Sejmie hoduje nowego Cybę. Niebezpieczna droga do polaryzacji
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
Komentarze
Artur Bartkiewicz: Jarosław Kaczyński kontra Roman Giertych, czyli histeria i żenada w Sejmie