Reklama

Strach się bać

Widmo kolejnej globalnej świeckiej apokalipsy krąży po Europie. Tym razem imię jej brzmi Ebola.

Publikacja: 13.10.2014 21:47

Tomasz P. Terlikowski

Tomasz P. Terlikowski

Foto: Fotorzepa/Ryszard Waniek

Wcześniej nazywała się ona ptasią i świńską grypą, a także, ?z zupełnie innej bajki, pluskwą milenijną. Żaden z tych świeckich ?Armagedonów nie schodził z czołówek mediów. Każdy z nich miał niemal zmieść ludzkość z powierzchni ziemi, a przynajmniej przyczynić się do gigantycznego wzrostu śmiertelności.

Tyle że nigdy tak się nie stało. Świńska i ptasia grypa pochłonęły zdecydowanie mniej ofiar niż zupełnie zwyczajna grypa, a pluskwa milenijna (któż ją jeszcze pamięta) zniszczyła mniej komputerów niż zupełnie zwyczajny wirus, jakich setki wysyłane są codziennie z anonimowych komputerów. I nie inaczej jest z ebolą.

Od kilku tygodni niemal co dzień słyszę, że są już pierwsze jej ofiary w Europie (tyle że później okazuje się, że jednak te pierwsze nie są chore na ebolę i że w zasadzie w ogóle nie są chore) i Stanach Zjednoczonych. Ostatecznie jednak okazuje się, że ofiara w Hiszpanii jest tylko jedna. A skoro tak, to ?– przy ogromnym współczuciu dla jej rodziny i bliskich – trzeba powiedzieć, że temat nie jest godny czołówek. W jeden weekend tylko w Polsce ginie bowiem nieporównywalnie większa liczba osób na drogach. Ale z ich powodu WHO nie wydaje dyrektyw, a media nie grzeją się od analiz ekspertów.

W Afryce wprawdzie problem nowego wirusa jest większy, ale i tam nie sposób uznać go za kluczowy. O wiele więcej osób niż na ebolę umiera na zwyczajną, całkowicie uleczalną malarię, a AIDS zbiera na Czarnym Lądzie obfite żniwo, choć gdy chorym podaje się leki, mogą z nim żyć. Koncerny farmaceutyczne narzuciły takie ceny na konieczne do ratowania życia środki, że Afrykańczyków na nie nie stać. Tego jednak zachodnie media nie dostrzegają, choć taka polityka koncernów farmaceutycznych pochłania życie setek tysięcy Afrykańczyków (wobec tysiąca ofiar eboli).

Dlaczego więc zamiast walczyć ?z całkowicie realnymi problemami, zajmujemy się kolejnymi pseudoapokaliptycznymi hucpami? Każda kultura ma wpisaną w siebie obawę przed końcem świata i mity, które ten świat mają odnawiać. Ludzie współcześni niczym się od innych nie różnią, więc potrzebują takich lęków. A jako że odrzucili mity religijne, które pewną prawdę o świecie zawierały, to panikują pod wpływem naukowo-medialnych narracji o nowych zagrożeniach mających zniszczyć nasz świat...

Reklama
Reklama

Szkoda tylko, że te strachy na Lachy tak bardzo ich zajmują, że nie starcza im już czasu na walkę z zagrożeniami realnymi, a także na poczytanie Apokalipsy prawdziwej, która zawiera więcej prawdy o zagrożeniach niż codzienna porcja medialnych horrorów.

Autor jest redaktorem naczelnym ?telewizji Republika

Komentarze
Artur Bartkiewicz: Czy ambasador Tom Rose pomoże Włodzimierzowi Czarzastemu budować silną Lewicę?
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Dyplomatyczne zwarcie ambasadora USA i marszałka Sejmu. Komu szkodzi spór o Trumpa
Komentarze
Mirosław Żukowski: Trudna radość z olimpijskiej zimy
Komentarze
Bogusław Chrabota: Niefortunny komunikat ambasadora Rose'a
Komentarze
Rusłan Szoszyn: Koniec New START to zła wiadomość dla Rosji i szansa dla Donalda Trumpa
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama