System działał, nadzór był, a dziecko nie żyje – taka konkluzja zaczyna wyłaniać się z dyskusji o śmierci ośmioletniego Kamila z Częstochowy. Jak pani patrzy na tę sprawę, analizując dostępne dotąd informacje?
Oczywiście trudno wypowiadać się bez znajomości pełnej dokumentacji oraz zgromadzonych akt w sprawie, ale z docierających do nas od miesiąca przekazów medialnych wynika jednoznacznie, że chłopiec od dawna nie powinien pozostawać pod opieką matki oraz jej partnera. Ustawa z 9 czerwca 2011 roku o wspieraniu rodziny i systemie pieczy zastępczej została wprowadzona w życie między innymi po to, żeby nie dochodziło do takich tragedii. Już sama jej nazwa wskazuje, że pomoc rodzinie (jeżeli istnieje szansa, że rodzice z niej skorzystają) powinna być udzielana równolegle z pomocą i ochroną dla dziecka. A dodam tylko, że w tym kontekście rozmawiamy jedynie o tych, o których wiadomo, że są w trudnej sytuacji. Są też takie, o których nie mamy pojęcia i o których nigdy się nie dowiemy, i w których znajdują się dzieci potrzebujące ochrony instytucjonalnej.