Prawnicy tego nie lubią, ale rozmawiając o sprawie śmierci Kamila z Częstochowy musimy opierać się na doniesieniach medialnych. Oburzeni zastanawiają się, czy zawiódł system, czy ludzie – ale czy jedno można oddzielić od drugiego?
Rzeczywiście, daleka jestem od wskazywania odpowiedzialnych. Doniesienia medialne w tej sprawie są bardzo drastyczne. Wynika z nich, że rodzina Kamila była objęta wsparciem MOPS-u, założono jej Niebieską Kartę, a on sam przychodził do szkoły z widocznymi obrażeniami. Dziecko nie żyje, a więc ewidentnie system nie zadziałał. Zapoznając się choćby z opiniami ekspertów fundacji Dajemy Dzieciom Siłę, nie mam wątpliwości, że w Polsce brakuje całościowego systemu monitorowania przypadków krzywdzenia dzieci. Pomysł przyjęcia ustawy, która by go wprowadziła (działa już w innych krajach pod nazwą serious case review lub child death review), na razie gdzieś utknął. A on pomógłby ustanowić konkretne mechanizmy i schematy postępowania w sytuacji, kiedy pojawia się podejrzenie przemocy w rodzinie. Ustawiłby „dzwonki alarmowe” dla pracowników MOPS-ów, kuratorów, sędziów i prokuratorów.