– Nikt nie chce wojny, ale nie oczekujcie, że wielki biznes wstanie i powie, że się nie zgadza (z polityką prezydenta) – powiedział oczywiście anonimowo jeden z moskiewskich bankierów inwestycyjnych portalowi The Moscow Times. Dotychczas konflikt prowokowany przez Kreml wokół Ukrainy kosztował rosyjskich miliarderów bardzo wiele.
Męki najbogatszych
Tydzień temu z powodu załamania na giełdzie czterech najbogatszych straciło w ciągu jednego dnia po 1 mld dol. każdy. W największe koszty konflikt wpędził dwóch przyjaciół Putina: Leonida Michelsona i Giennadija Timczenkę. Ale ten ostatni, gdy w 2014 r. zaczynała się wojna na Ukrainie, zapewniał: – Gdy idzie o interesy państwa, na drugi plan schodzą osobiste niedogodności i koszty.
Choć niewielu się z nim zgadza, to miliarderzy milczą, zacisnąwszy zęby. Co nie jest łatwe, bo tylko w ciągu miesiąca (od 20 grudnia) z powodu spadków na giełdzie i załamania rubla stracili prawie 28 mld dol. – ponad połowę tego, co zarobili w zeszłym roku.
Załamanie na giełdzie zaczęło się 13 stycznia, gdy Kreml ogłosił, że rozmowy z USA i NATO nic nie dały. A kulminacja nastąpiła pięć dni później i był to największy spadek notowań od marca 2020 r. Akcje spadły o ponad 15 proc., niwelując cały zeszłoroczny wzrost. W poniedziałek zaś zaczął spadać kurs rubla po zapowiedzi prezydenta Bidena „znacznie gorszych sankcji" wobec Rosji. Centralny Bank Rosji przestał skupować waluty na rynku, by nie pogrążać rubla jeszcze bardziej, a od pełnej katastrofy uratował rynek tajemniczy inwestor, który wyprzedał ogromną ilość dolarów. Bankierzy podejrzewają, że był to jeden z koncernów państwowych, działający na polecenie Kremla.
Czytaj więcej
Agresywne działania Moskwy uderzają w Rosjan, rosyjskie spółki i dług publiczny. Bogaci obywatele...