Robert Gwiazdowski: Zrzędzenie emeryta

Rozwija się dyskusja o demografii, systemie emerytalnym i ZUS-ie, który się myli ludziom z FUS-em. Więc trochę pozrzędzę.

Publikacja: 19.01.2023 03:00

Robert Gwiazdowski: Zrzędzenie emeryta

Foto: Adobe Stock

Składek emerytalnych, które dziś wpływają do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych od pracujących, nie starcza na wypłacane emerytury. Więc Skarb Państwa musi do FUS-u „dosypać”. Część tego nazywa się dotacją, część refundacją, a część pożyczką.

Pożyczka jest oczywiście bezzwrotna, ale przez rok w budżecie państwa figuruje jako „aktywa”, co zmniejsza deficyt. Jakiś czas temu ZUS sam zaciągał pożyczki od banków, ale płacił wyższe odsetki niż Skarb Państwa od obligacji przez siebie emitowanych. Więc teraz więcej na rynkach finansowych pożycza Skarb Państwa i „pożycza” ZUS-owi. Ale tu różnica jest taka, że Skarb Państwa będzie musiał swoim wierzycielom oddać to, co pożyczył. A ZUS oddawać Skarbowi Państwa nie musi. Nie ma zresztą z czego.

Czytaj więcej

Mimo obaw sytuacja FUS cały czas niezła

Skarb Państwa, żeby oddać to, co pożyczył – czyli wykupić obligacje – musi pożyczyć więcej, czyli sprzedać więcej obligacji. I ZUS też tak będzie robił – będzie coraz więcej pożyczał od Skarbu Państwa. Z tego, co wpłynie do FUS-u, 2 proc. ZUS wydaje na utrzymanie systemu – głównie wynagrodzenia pracowników i Kompleksowy System Informatyczny, który liczy głównie to, ile komu zabraknie z zapłaconych składek do minimalnej emerytury, żeby w przyszłości wypłacić mu minimalną emeryturę. Statystycznie tylko jakieś 20 proc. przyszłych emerytów będzie mieć wyższą emeryturę niż minimalna. I dla tych 20 proc. KSI skrupulatnie musi liczyć wszystko również dla pozostałych 80 proc., bo przecież nie wie, kto konkretnie w której grupie się znajdzie. Ciekawe, czy aktywiści klimatyczni policzyli już ślad węglowy, jaki zostawia po sobie każdy płacący składki i następnie otrzymujący minimalną emeryturę.

Wikingowie mieli świetny system emerytalny. Karmili staruszków, dopóki mogli, a jak już nie mogli, to wywoływali jakąś wojnę, na której walczyli wszyscy, więc ginęli głównie staruszkowie i już nie trzeba ich było karmić. Postęp sprawił, że na wojny zaczęto wysyłać tylko młodych, co stan systemu emerytalnego pogarsza, bo mniej zostawało ludzi do karmienia staruszków (a teraz do płacenia składek na ich emerytury).

Komentatorzy piszą, z ironią oczywiście, że dzięki PiS (o pandemii nie wspominają) skróciła się oczekiwana długość życia, więc sytuacja FUS się poprawiła. Nie do końca. Bo jak statystyczny czas życia na emeryturze się skraca, to wysokość indywidualnej emerytury się zwiększa. Ja się nie przejmuję, ale milenialsi to powinni.

Autor jest adwokatem, profesorem Uczelni Łazarskiego i szefem rady WEI

Składek emerytalnych, które dziś wpływają do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych od pracujących, nie starcza na wypłacane emerytury. Więc Skarb Państwa musi do FUS-u „dosypać”. Część tego nazywa się dotacją, część refundacją, a część pożyczką.

Pożyczka jest oczywiście bezzwrotna, ale przez rok w budżecie państwa figuruje jako „aktywa”, co zmniejsza deficyt. Jakiś czas temu ZUS sam zaciągał pożyczki od banków, ale płacił wyższe odsetki niż Skarb Państwa od obligacji przez siebie emitowanych. Więc teraz więcej na rynkach finansowych pożycza Skarb Państwa i „pożycza” ZUS-owi. Ale tu różnica jest taka, że Skarb Państwa będzie musiał swoim wierzycielom oddać to, co pożyczył. A ZUS oddawać Skarbowi Państwa nie musi. Nie ma zresztą z czego.

Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: Raport Bodnara aktem oskarżenia. Co dalej?
Opinie Prawne
Piotr Szymaniak: Jak rząd pozbawił się legitymacji do przywracania praworządności
Opinie Prawne
Marcin Chałupka: Kłopotliwa "alienacja rodzicielska". Nie ma terminu, nie ma problemu?
Opinie Prawne
Marcin J. Menkes: Sytuacja w USA wpłynie na klimat inwestycji zagranicznych
Opinie Prawne
Michał Bieniak: Anarchia prawna zniszczy Polskę szybciej, niż zniszczyła Rzeczpospolitą szlachecką