Pytanie, czy stawka LIBOR może być określona w wartości ujemnej i co to oznacza dla stron umowy kredytowej, pojawiało się już od pewnego czasu. Ostatnie decyzje szwajcarskiego banku centralnego (SNB) uczyniły odpowiedź na tytułowe pytanie pilną.
Przypomnijmy, wskaźnik LIBOR (podobnie jak WIBOR czy EURIBOR) to referencyjna stawka depozytów i kredytów na rynku międzybankowym. W przypadku LIBOR chodzi akurat o rynek londyński. W tym kontekście stwierdzenie, że SNB obniżył LIBOR dla CHF do np. -0,75, oznacza, że bank ten traktuje wskazany poziom jako cel swojej polityki pieniężnej i zamierza wpływać na rynki w taki sposób, żeby wskazana stawka pojawiła się jako rynkowa.
Nie zmienia to faktu, że stawka LIBOR oznacza referencyjną wartość oprocentowania depozytów i kredytów. Jeżeli uczestnicy rynku londyńskiego oraz szwajcarski bank centralny stwierdzają, że ujemne oprocentowanie zarówno depozytów, jak i kredytów jest zgodne z istotą bankowości, to czy w Polsce zgodność ta może być kwestionowana? Wychodząc z założenia, że bank mający ujemne oprocentowanie kredytów może poszukiwać deponentów zainteresowanych ujemnie oprocentowanymi depozytami, trzeba odpowiedzieć, że nie może.
Zgodnie z definicją umowy
Udzielając odpowiedzi na tytułowe pytanie, należy oczywiście uwzględnić nie tylko istotę bankowości, ale i szczegółowe przepisy prawa polskiego dotyczące umów bankowych.
Trzeba zacząć od ustawowej definicji umowy kredytu, zawartej w art. 69 ust. 1 prawa bankowego. Definicja ta określa następujące elementy konieczne umowy: