Choć od śmierci Kaliny Jędrusik minęło już 20 lat ciągle pozostaje obiektem uwielbienia i podziwu. Mówią o niej z zachwytem, nie tylko amanci dawnych pokoleń polskiego aktorstwa. Maciej Zakościelny wraz z grupą przyjaciół z myślą o niej stworzył fundację „Kalinowe serce", która jest współorganizatorem wystawy w Instytucie Teatralnym.
Dariusz Michalski w wielkiej monografii Iskier „Kalina Jędrusik" nakreślił obraz kobiety nieprzeciętnej, piekielnie zdolnej, zdumiewająco wyrazistej, programowo kontrowersyjnej, a przede wszystkim — jak sam pisze — niebanalnej, nietuzinkowej, niezwyczajnej. Wielowymiarowej, wielotwarzowej i wielostylowej.
W ostatnich miesiącach z okazji 80 rocznicy urodzin i 20 rocznicy śmierci mówiło się o niej i pisało wyjątkowo dużo. Przypominano, że była kolorowym ptakiem w szarej PRLowskiej rzeczywistości, kobietą zmysłową, symbolem seksu. Kimś między aktorką Marylin Monroe a piosenkarką Madonną.
Fascynowała zarówno mężczyzn, jak i kobiety. Magda Umer podkreśla, że w Kalinie „zupełnie nie było zawiści, co w tak zwanym środowisku jest rzeczą rzadką. W niej była raczej inteligentna złośliwość".
To przecież ona powtarzała „Nigdy nie kłóć się z idiotami, sprowadzą Cię do swojego poziomu i pokonają doświadczeniem". Rzadko przywołuje się, że słynęła z ciętego języka. Przyjaźniła się z najwybitniejszymi przedstawicielami świata kultury i sztuki. Nawet bolesną prawdę mówiła zawsze bez ogródek. Kiedy znakomity aktor i reżyser Gustaw Holoubek zwierzył się jej, że się niepokoi, co po stanie wojennym będzie z teatrami i w ogóle co on będzie grał, ona trzeźwo odpowiedziała: „Guciu, myśmy już byli!".