Beatlesi i ich spadkobiercy chcą dokonać kolejnego przełomu: film powinien wywołać w kinach taką reakcję, jak przy oglądaniu serialu na portalach streamingowych – widzowie mają zapragnąć obejrzeć cztery części od razu (tzw. binge-watching).
– Jestem zaszczycony, że mogę opowiedzieć historię największego zespołu rockowego wszech czasów
Pierwsze spostrzeżenie może być takie, że aktorzy, którzy zagrają słynną czwórkę z Liverpoolu w „The Beatles – A Four-Film Cinematic Event”, są z twarzy niepodobni do tych, których mają zagrać. Z pewnością nie jest to takie podobieństwo, jakie w przypadku Timothee Chalameta stało się atutem, gdy zagrał Boba Dylana ostatnio. Ważna będzie oczywiście charakteryzacja, przede wszystkim zaś zdolności do aktorskiej transformacji, a pewnie również wokalne i muzyczne, które akurat wybrańcy Mendesa mają, tak jak wielkie rzesze fanów w sieci.
Filmy o The Beatles. Kto zagra słynnych muzyków?
Można mieć nadzieję, że taki mistrz jak Sam Mendes – autor „American Beauty” oraz dwóch Bondów, m.in. „Skyfall”, wybrał najlepszych spośród najlepszych. To dwóch Anglików i dwóch Irlandczyków. Johna Lennona zagra Harris Dickinson, znanym z filmów „Beach Rats”, „W trójkącie", „Babygirl” oraz z seriali „Trust” i „Morderstwo na końcu świata”; Paula McCartneya - Paul Mescal, znany z serialu „Normalni ludzie”, „Córki” wg Ferrante i niezależnej produkcji „Aftersun” oraz „Gladiatora II”.
W Ringo Starra wcieli się Barry Keoghan, który grał w „Dunkierce” Nolana i „Zabiciu świętego jelenia” Lanthimosa, serialu „Czarnobyl”, a także w „Duchach Inisherin”, zaś w George’a Harrisona – Joseph Quinn, najbardziej znany z serialu „Nędznicy” i „Stranger Things”.