"Rzeczpospolita": Dzisiaj możemy chyba już założyć, że powstanie koalicja państw na rzecz zaopatrzenia armii ukraińskiej w NATO-wskie czołgi, m.in. leopardy? Jakie to będzie miało znaczenie dla rozwoju sytuacji na froncie?
Były oficer wojsk pancernych: Trzeba pamiętać, że wprowadzenie takiego uzbrojenia do ukraińskiej armii, musi trochę potrwać, to mogą być dwa, trzy miesiące. Jeżeli te czołgi zostaną zgrupowane w jednym związku taktycznym, który będzie wykonywał określone zadania na froncie, to będzie oznaczało skokowy wzrost możliwości działania przez stronę ukraińską. Szacuje się, że co najmniej trzykrotny. Zakładam, że te czołgi nie będą używane do uporczywej obrony. Byłoby to marnowanie ich potencjału na froncie. Taka brygada, składająca się czołgów z państw NATO, może mieć więc siłę co najmniej trzech brygad ukraińskich. Taka jednostka może wykonywać konkretne zadania – albo kontruderzenia, albo uderzenia na przeciwnika - i ten fakt Rosjanie będą musieli brać pod uwagę przy planowaniu swoich operacji. Działanie takiego związku taktycznego utrudni kalkulacje operacyjne rosyjskiego dowództwa. Z kolei dla Ukraińców to będzie taki operacyjny game changer. Nie tylko pozwoli na działania operacyjne, ale też sama obecność jako odwodu takiego zgrupowania, składającego się z wozów pancernych z Zachodu, będzie stopowała rosyjskie zapędy ofensywne.