W ostatnim tygodniu Internet obiegła informacja o uwzględnieniu sztucznej inteligencji w projekcie nowelizacji prawa autorskiego, o czym pisałem już dla „Rzeczpospolitej”. Pierwotna wersja projektu zabraniała algorytmom generatywnej sztucznej inteligencji penetrowania zasobów i tekstów w Internecie — nie przyznawała bowiem algorytmowi uprawnienia do tzw. text-and-data mining, czyli swobodnej i nieograniczonej eksploracji tekstów i danych.
Rozwiązanie to skazane było z góry na porażkę: było bowiem nie tylko sprzeczne z przepisami interpretowanej dyrektywy unijnej, ale odmienne od rozwiązań przyjętych we wszystkich pozostałych państwach Unii, w których to algorytmy AI mają co do zasady swobodę penetracji zasobów internetowych. Doprowadziło by to do sytuacji, w której sztuczna inteligencja mogłaby „uczyć się” i rozwijać wszędzie poza granicami Polski, by ostatecznie i tak być nam sprzedawana przez zagranicznych producentów.