Film Céline Sallette jest opowieścią o życiu, odkrywaniu talentu i o rodzącej się twórczej osobowości Niki de Saint Phalle – ważnej artystki europejskiego pop-artu, prekursorki happeningów. A przy tym kobiety wciąż walczącej z demonami przeszłości.
Czytaj więcej
„Skrzyżowanie” Dominiki Montean-Pańków to poruszająca wiwisekcja rodziny. Po wielu latach, w powa...
Pochodziła z arystokratycznego francuskiego rodu. Sporą część dzieciństwa spędziła w latach 30. XX wieku u dziadków, na Manhattanie. Pracowała jako modelka dla „Vogue’a”, chciała zostać aktorką. Jako 18-latka wyszła za mąż za amerykańskiego pisarza Harry’ego Matthewsa, urodziła dwoje dzieci. Jednak koszmar, który dręczył ją od dzieciństwa, wciąż wracał. Zamożny, ale dysfunkcyjny dom. Wspomnienie traumy: ojciec zabierający 11-latkę do domku w lesie, z którego dziewczynka wyszła odmieniona, okaleczona psychicznie.
Nawet po latach Niki przeżywała kolejne ataki paniki i załamania. Trafiła do szpitala, a tam znacznie lepsze efekty od elektrowstrząsów przyniosła arteterapia. To wtedy Niki postanowiła całkiem zmienić swoje życie. Zrezygnowała z marzeń o aktorstwie, odbyła podróż do Europy, poznała prace Picassa, Rousseau, Matisse’a, Klee. Zaczęła malować, tworzyć happeningi, potem też rzeźbić. Razem z mężem i dziećmi z zatrutej maccartyzmem Ameryki przeprowadzili się na stałe do Paryża. Tam Niki spotkała środowisko bezkompromisowych twórców, żyjących w artystycznej komunie, zaczęła się oddalać od rodziny. Jej rozwód był w tamtym czasie skandalem, tym większym, że artystka dzieci zostawiła mężowi. Ona sama miała potem nieudane romanse, a wreszcie związała się z rzeźbiarzem Jeanem Tinguelym.
„Niki”: Sztuka zrodzona z bólu
Przede wszystkim jednak Niki de Saint Phalle dojrzewała jako artystka. Swoje emocje przelewała w sztukę. Malowała, wykorzystywała katalońską techniką trencadis, układając w obrazy ceramikę – pobite talerze i miski. Potem dołączyła do nich noże, pistolety, brzytwy, czasem zabawki albo części garderoby. Sławę przyniosły jej tzw. rozstrzelane obrazy. Ona sama strzelała do nich na wystawach, ale zachęcała do tego również zwiedzających.