Zgodnie z uzgodnieniami, o których jako pierwszy napisał „Der Spiegel" państwo będzie więc miało jedną piątą udziałów plus 5 proc. w akcjach zamiennych i dodatkowo jeszcze jeden głos. W ten sposób władze zapewniły sobie tzw. „milczącą większość", co daje między innymi możliwość zablokowania transakcji, gdyby jakiś podmiot próbował wrogiego przejęcia przewoźnika.
Zgoda zarządu Lufthansy na taką formułę pomocy dowodzi jak desperacko przewoźnik jej potrzebuje w sytuacji, kiedy każdej godziny „przepala" milion euro gotówką. Carsten Spohr, prezes Grupy Lufthansa, który starał się zrobić wszystko, co tylko jest możliwe by linia pozostała prywatna, miał wsparcie ze strony pro-biznesowych polityków z otoczenia kanclerz Angeli Merkel. Wygrały jednak głosy SPD, a państwowe udziały umożliwią teraz politykom wpływ między innymi na potencjalne zwolnienia oraz decyzje dotyczące ochrony środowiska. Według informacji „Handelsblatta" w radzie nadzorczej Lufthansy znajdzie się teraz 2 członków wprowadzonych przez rząd. W założeniu nie mają to być jednak politycy, ani pracownicy administracji, a osoby z kręgów biznesowych. Czy rzeczywiście tak będzie, to się jeszcze okaże, ponieważ SPD ma swoje zdanie na ten temat. — Państwo nie jest idiotą, który ot tak sobie rozdaje pieniądze i nie ma potem nic do powiedzenia — mówił wiceprzewodniczący SPD, Carsten Schneider w wywiadzie dla „Die Welt".