Kolejna kontrowersyjna ustawa dotycząca „agentów zagranicznych” wejdzie w życie już 1 grudnia. Zmianom w prawie towarzyszy szereg dodatkowych postanowień, w tym również rozkaz szefa Federalnej Służby Bezpieczeństwa Aleksandra Bortnikowa z 4 listopada, mówiący m.in. o rozpowszechnianiu danych, które zdaniem FSB mogą „zostać wykorzystane przeciwko bezpieczeństwu Federacji Rosyjskiej”. Chodzi o informacje, które nie stanowią tajemnicy państwowej. Dotyczą np. charakterystyki rosyjskiego uzbrojenia. Mimo że można o tym przeczytać w każdej wyszukiwarce, publicznie lepiej o tym nie mówić, by nie zostać uznanym za „osobę znajdującą się pod wpływem zagranicznym” i nie otrzymać statusu „zagranicznego agenta”. Ryzykowne będzie rozpowszechnianie jakichkolwiek informacji na temat „przestrzegania prawa i sytuacji moralno-psychologicznej w siłach zbrojnych i jednostkach wojskowych”. Nie wolno będzie też oceniać i prognozować „rozwoju sytuacji wojskowo-politycznej, strategicznej i operacyjnej” w kraju. A to oznacza, że jakiekolwiek komentowanie trwającej od ponad dziewięciu miesięcy wojny może skutkować wpisaniem na listę „agentów”.