Czy Donald Trump rzeczywiście ogłasza koniec globalizacji, czy tylko wystawia świeczkę na jej grobie? W najnowszym odcinku podcastu „Rzecz w tym” Michał Szułdrzyński rozmawia z dr. Krzysztofem Mazurem, byłym prezesem Klubu Jagiellońskiego, twórcą kanału „Geoekonomia” o tym, czy nakładane przez byłego prezydenta USA cła oznaczają przełom geopolityczny i gospodarczy. Czy Ameryka przestaje być strażnikiem światowego porządku? Czy mamy do czynienia z chaosem czy z precyzyjną strategią? I co to oznacza dla Europy?
Globalizacja przestała się Ameryce opłacać
Dr Mazur zauważa, że już od lat dziewięćdziesiątych pojawiały się głosy, iż otwartość Stanów Zjednoczonych na eksport z Niemiec czy Japonii przestaje się opłacać. – System z Bretton Woods był łapówką: wy będziecie mieć ochronę militarną, my dostaniemy dostęp do waszych rynków i staniecie po naszej stronie w zimnej wojnie – tłumaczy. Zmiana ta zyskała na sile po tzw. „chińskim szoku” z 2016 roku, który uświadomił amerykańskiej klasie politycznej, że globalizacja osłabia amerykańskiego pracownika.
Cła na kawę czy części samochodowe to wyższe ceny dla najbiedniejszych i ryzyko inflacji
„Elegia dla bidoków” J.D. Vance’a – książka, a dziś już niemal symbol społecznych konsekwencji globalizacji – pokazuje, jak amerykańska prowincja przegrała na procesach, które wzbogaciły wielkie korporacje. – To była niezauważona wojna klasowa – mówi Mazur, zwracając uwagę, że menedżerowie zarabiali miliony, a robotnicy tracili pracę.
Sprzeciw wobec globalizacji powoli od lewicy przejęła prawica . Hasło „Make America Great Again” okazało się skutecznym wehikułem dla sprzeciwu wobec nierówności i deindustrializacji. Czy jednak działania Trumpa są wyrazem strategii, czy tylko chaotycznej reakcji? – Być może mamy do czynienia z chaosem, a nie z szachami 5D – przyznaje Mazur. Ale wskazuje też, że gdyby globalne szlaki handlowe zostały zablokowane, to Chiny straciłyby więcej niż USA. Stany mogą liczyć na własne zasoby energetyczne, rolnictwo i współpracę w ramach Ameryki Północnej.