Piątkowa wizyta Olafa Scholza w Białym Domu przebiegała zupełnie inaczej niż niedawna podróż amerykańskiego prezydenta do Polski. Wracając z Kijowa, Joe Biden wygłosił 21 lutego na tle Zamku Królewskiego fundamentalne przemówienie, w świat poszły spektakularne obrazy przywódcy wolnego świata. Tym razem cel był inny: ustalenie w zaciszu gabinetów dalszego scenariusza wchodzącej w drugi rok wojny w Ukrainie. Scholz nie zabrał więc na pokład swojego samolotu dziennikarzy, nie było też oficjalnej ceremonii powitania przed Białym Domem ani konferencji prasowej.
Warunki pokoju
Co obaj przywódcy powiedzieli sobie zatem w Gabinecie Owalnym? Przede wszystkim, na jakich warunkach może zostać zakończony ten konflikt w sytuacji, gdy tak w Stanach, jak i w Europie coraz mocniej daje się we znaki zmęczenie wspieraniem Ukrainy.
Nadchodzący rok będzie bardzo ważny z uwagi na ogromne zagrożenie dla pokoju, jakie stanowi rosyjska agresja na Ukrainę
– Biden i Scholz podzielają tę samą wizję sprawiedliwego i trwałego pokoju, który uchroni ukraińską suwerenność i będzie możliwy do zaakceptowania przez prezydenta Zełenskiego – tłumaczył już po spotkaniu w rozmowie z Voice of America rzecznik Rady Bezpieczeństwa Narodowego John Kirby. Nie wspomniał jednak o wycofaniu się Rosjan ze wszystkich ziem ukraińskich. Wiele też daje do myślenia odbywająca się w tym samym czasie w Kijowie wizyta prokuratora generalnego Merricka Garlanda, który oświadczył, że jego zdaniem twórca Grupy Wagnera Jewgienij Prigożyn jest „zbrodniarzem wojennym”, co może sugerować, że Amerykanie chcą w jakiejś formie rozliczyć ekipę Putina z popełnionych przestępstw.
Scholz co prawda ostatni raz był w Waszyngtonie tuż przed rozpoczęciem rosyjskiej inwazji w lutym 2022 r., ale Biden jako prezydent jeszcze do Berlina nie zawitał (uczestniczył latem 2022 r. w szczycie G7 w zamku Elmau w Alpach Bawarskich). Jednak obaj przywódcy w ciągu minionego roku wykuli bliską relację: tylko w styczniu rozmawiali trzykrotnie przez telefon.