W toczącej się dyskusji o reprywatyzacji w Warszawie z łatwością przechodzi się do stwierdzeń o biznesie reprywatyzacyjnym, mafii czy wyłudzeniach, zapominając o tym, że reprywatyzacja to naprawienie krzywd. Należy zatem przytoczyć kilka faktów przeczących powszechnym wyobrażeniom reprywatyzacji w Warszawie.
Aktualny stan spraw reprywatyzacyjnych wynika niewątpliwie z braku komplementarnej ustawy. To z kolei z indolencji całej klasy politycznej, która ponad 25 lat od rozpoczęcia przemian demokratycznych nie zdołała uchwalić kompleksowych rozwiązań restytucyjnych. Dlatego też nie sposób godzić się na pojawianie się w debacie publicznej uogólnień dotyczących patologii występujących niekiedy w procesach reprywatyzacyjnych. Uproszczenia te formułowane są w sporze politycznym, w których słuszne uregulowanie kwestii reprywatyzacyjnych nie zawsze musi być jedynym celem uczestników debaty. Wykorzystywanie zaś reprywatyzacji do walki politycznej oraz próba regulowania tych zagadnień w takich warunkach może rodzić kolejne wątpliwości, czego najlepszym przykładem są kontrowersje wokół tzw. ustawy o gruntach warszawskich wchodzącej w życie 17 września 2016 r., nazywanej już przez środowiska dawnych właścicieli drugim (i gorszym) dekretem Bieruta.