Awantur w Sejmie widzieliśmy już wiele. Robią na nas coraz mniejsza wrażenie. Polska to wciąż nie Włochy, Grecja, Turcja, Tajwan czy Serbia, gdzie dochodzi do rękoczynów parlamentarzystów. Co nie znaczy, że jest lepiej. Środowego sporu w Sejmie nie można sprowadzać do kolejnej pyskówki konkurentów politycznych, bo chodzi o coś groźniejszego.
Co się wydarzyło w Sejmie przed starciem Kaczyńskiego z Giertychem?
Warto zwrócić uwagę na to, co doprowadziło do ataku prezesa PiS na posła Koalicji Obywatelskiej. Podczas posiedzenia Sejmu, w trakcie wystąpienia Jarosław Kaczyński nazwał Romana Giertycha „sadystą”. Poseł KO, wywołany przez prezesa PiS, miał prawo odnieść się do wypowiedzi Kaczyńskiego i próbował to zrobić.
Zastanawiające są dwie rzeczy: dlaczego prowadzący obrady Sejmu Piotr Zgorzelski nie przerywał wystąpienia Kaczyńskiego, gdy ten przekroczył przysługujący czas, a tym samym pozwalał mu mówić dłużej niż innym. I dlaczego wicemarszałek z PSL nie reagował stanowczo, gdy prezes PiS wtargnął na mównicę i przerwał Giertychowi, a później nie zareagował bardziej zdecydowanie, gdy posłowie PiS rzucili się do ataku na mecenasa? Zgorzelski mógł zapanować nad sytuacją, ale pozwolił jej nabrzmieć i w końcu eksplodować.
Nie jest tajemnicą, że część PSL nie jest zadowolona z relacji w obecnej koalicji rządowej, a część byłaby skłonna w przyszłości wejść w alians z PiS. Partia Kaczyńskiego będzie potrzebować sojuszników, tym bardziej, że Konfederacja nie jest ewentualnym pewnym partnerem. PSL jest partią obrotową i wchodzi w sojusze z tymi, dzięki którym może rządzić. Piotr Zgorzelski zachował się łagodniej wobec Jarosława Kaczyńskiego, niż innych posłów i pozwolił PiS w Sejmie na zbyt dużo. To jeszcze o niczym nie przesądza, ale powinno rodzić pytania i wątpliwości.
Czytaj więcej
- Jesteśmy oczywiście całkowicie otwarci na rozmowy z PSL - mówił w rozmowie z wPolityce.pl były...