Sejmowe wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego było histeryczne, a jednocześnie zgodne z manichejską wizją polityki, jakiej od lat hołduje prezes PiS.
Jarosław Kaczyński atakuje KO i Romana Giertycha, czyli histeria
W tej wizji partia Donalda Tuska jest czystym złem (a PiS, rzecz jasna, czystym dobrem), w związku z czym premiera i jego ekipę można oskarżyć o dowolną zbrodnię, bo nawet jeśli jej nie popełnili, to z pewnością chcieli albo co najmniej mogli chcieć. Zatem takie słowa, jak „zdrajcy” czy – jak w tym przypadku – „sadyści”, można wyrzucać z siebie niemal bezrefleksyjnie. Wiadomo – jak ktoś jest czystym złem, to się go nie skrzywdzi. Najwyżej pewne oskarżenia sformułuje się awansem, bo jeśli KO jakiegoś grzechu się nie dopuściła, to na pewno się dopuści (tak to już jest z czystym złem).
Czytaj więcej
W Sejmie doszło do ostrej wymiany zdań między prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim a posłem KO Roma...
W efekcie po raz kolejny w ostatnich latach widzimy prezesa Kaczyńskiego miotającego z sejmowej mównicy oskarżenia w akompaniamencie okrzyków posłów PiS, którzy w tej specyficznej politycznej zabawie odnajdują się doskonale, suflując prezesowi oskarżenia jeszcze cięższego kalibru, w rodzaju „mordercy”. Wszystko to z pewnością podoba się twardemu elektoratowi, który uwielbia licytacje, ale jeśli PiS się zastanawia, dlaczego kiedyś miał poparcie ponad 40 proc., a dziś ma problem z przebiciem pułapu 30 proc., to mam pewną hipotezę.