„Mam dzióre, w muzgó…” – tak chciałem zacząć tekst, w którym wyjawię Szanownym Czytelnikom, co się ze mną działo przez ostatnie trzy miesiące. Otóż w drugiej połowie kwietnia doznałem udaru mózgu, w wyniku którego lewa połowa ciała została sparaliżowana. Ponieważ jestem „twardą sztuką”, a pewien dobry człowiek dostarczył mi do szpitala niewielki laptop, to felieton opublikowany 29 kwietnia pisałem w szpitalnym łożu, jedną niedotkniętą paraliżem ręką, co zajęło mi aż trzy dni. Czy dawała się odczuć moja męka twórcza i medyczna, sami państwo osądźcie. Potem dalej już jakoś poszło… Ten tekst jest pierwszym, który piszę z domu, po trzech miesiącach szpitala.