Anna Cieślak Wróblewska: Podatki po wyborach w górę? Polsce grozi turecki scenariusz

W trakcie kampanii wyborczej politykom łatwo mamić Polaków obietnicami obniżki podatków i wyższych świadczeń socjalnych. O kosztach zwykle cisza, a przecież tylko naiwni mogę wierzyć, że ich nie będzie.

Publikacja: 02.08.2023 03:00

Anna Cieślak Wróblewska: Podatki po wyborach w górę? Polsce grozi turecki scenariusz

Foto: Bloomberg

Jeszcze zanim kampania rozkręciła się na dobre, już widać, że kwestia kupowania głosów wyborców prezentami finansowanymi z kasy państwa będzie znów odgrywać istotną rolę. Obietnicami, a to niższych podatków, a to wyższych świadczeń i transferów, politycy sypią jak z rękawa.

Skąd na to pieniądze? Z partyjnej retoryki wynika, że nie trzeba będzie się zadłużać ani podnosić podatków, ani nic w tym guście, bo przecież państwo polskie na to stać, a finanse państwa – zależnie od strony politycznego sporu – są albo w bardzo dobrej kondycji, albo da się je łatwo naprawić.

PiS powtarza więc, że „wystarczy nie kraść”, to znaczy, że walka z mafiami VAT-owskimi przyniosła już takie kokosy, że finansuje np. 500+. A dalsze uszczelnienie systemu podatkowego, wraz z konsolidacją budżetową, ma zaś sfinansować program 800+. PO z kolei uważa, że wystarczy ograniczyć rozdęte przez rząd PiS wydatki, a znajdą się grube miliardy potrzebne np. na podwojenie kwoty wolnej od podatku w PIT z 30 do 60 tys. zł rocznie.

Rzeczywistość może okazać się znacznie bardziej bolesna, niż dziś chcą nam pokazywać politycy. Przykładowo, jeśli chodzi o uszczelnianie systemu podatkowego, jego kontynuacja nie dość, że będzie raczej już tylko szkodliwym dokręcaniem śruby przedsiębiorcom, to jeszcze może przynieść kilka miliardów złotych rocznie, a nie oczekiwane kilkanaście czy kilkadziesiąt.

Rozdęte wydatki publiczne? Owszem, rząd wydaje bardzo dużo – jak wskazuje opozycja – na samego siebie (bo np. liczba ministrów i wiceministrów jest rekordowo duża), a do największych w historii rozmiarów rozrosły się tzw. fundusze pozabudżetowe będące poza kontrolą parlamentu. Problem polega na tym, że aby redukcja tych wydatków przyniosła wymierne, znaczące dla finansów państwa efekty, potrzebna jest prawdziwa determinacja do ich cięcia. Największy wzrost wydatków za rządów PiS nie jest bowiem zaszyty w nadmiernych nakładach na Kancelarię Premiera ani na wynagrodzenia urzędników i administracji czy nawet w „zaskórniakach”, czyli specjalnych programach do dyspozycji poszczególnych resortów i ministrów. Najbardziej wzrosły nakłady na politykę prorodzinną, na świadczenia emerytalne, na opiekę nad osobami z niepełnosprawnościami, a w ostatnich dwóch–trzech latach – na wsparcie przedsiębiorstw i gospodarstw domowych w obliczu pandemii, kryzysu inflacyjnego, energetycznego itd. Tymczasem żadna partia opozycyjna (może z wyjątkiem Konfederacji) nie deklaruje, że chce się wycofać, czy to z 500+, czy to z 13. i 14. emerytury, czy to z programu obniżek cen prądu.

Podczas niedawnych wyborów prezydenckich w Turcji Recep Erdogan pudrował rzeczywistość, wykorzystując m.in. bank centralny do utrzymywania sztucznego kursu waluty, i lekką ręką rozdawał publiczne pieniądze. Po wygranych przez niego wyborach rząd natychmiast zaczął podnosić podatki – np. ten od paliw wzrósł o 200 proc. – by załatać rosnącą dziurę budżetową.

Wyborcy w Polsce też powinni mieć świadomość, że każdy prezent od polityków ma swoją cenę.

Czytaj więcej

Fiskus wciąż mocno dociska przedsiębiorców
Opinie Ekonomiczne
Kolejny budżet Europy: dostosowanie się do nowych realiów
Materiał Partnera
Warunki rozwoju OZE w samorządach i korzyści z tego płynące
Opinie Ekonomiczne
Piotr Arak: Rosja w pułapce wysokich stóp procentowych
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Politycy, odczepcie się od polityki pieniężnej
Opinie Ekonomiczne
Bogusław Chrabota: Jak się chronić przed złymi skutkami sztucznej inteligencji?
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
Opinie Ekonomiczne
Prof. dr hab. Andrzej K. Koźmiński: Cała władza w ręce miliarderów