Reklama

Ceny mieszkań zaczynają umykać Kowalskim

Od trzech lat spada siła nabywcza Polaków. Czy narasta cenowa bańka? Czy trend się wkrótce odwróci? Eksperci nie są zgodni.

Publikacja: 29.06.2021 21:00

Duża część zakupów mieszkań ma na celu ochronę kapitału przed inflacją

Duża część zakupów mieszkań ma na celu ochronę kapitału przed inflacją

Foto: materiały prasowe

Mieszkania są coraz droższe, o czym świadczą nie tyle wartości nominalne, ile siła nabywcza, czyli ile mkw. można kupić za średnią pensję.

Nie jest tak źle jak w szalonej hossie z lat 2005–2007, ale trend niepokoi. Przykładem niech będzie Kraków, gdzie wahania są największe. W I kw. przeciętne wynagrodzenie pozwalało kupić 0,64 mkw., a jeszcze trzy, cztery lata temu 0,72 mkw. Do hossy z 2007 r. wciąż daleko, wtedy pensja starczała na nabycie 0,4 mkw.

Rośnie dysproporcja...

– Tempo wzrostu cen mieszkań od trzech lat nieznacznie przewyższa dynamikę przeciętnych wynagrodzeń. I choć intensywność tego zjawiska jest zdecydowanie mniejsza niż w trakcie pamiętnej bańki z lat 2007–2008, to w połączeniu z potencjalnym zaostrzeniem polityki monetarnej może ono jednak w perspektywie kilku kwartałów prowadzić do schłodzenia rynku, a co za tym idzie, również cen – wskazuje Kamil Zduniuk, ekspert w departamencie analiz makroekonomicznych Banku Pekao.

Jarosław Sadowski, główny analityk Expander Advisors, przyznaje, że jeśli ceny będą rosły szybciej od wynagrodzeń i jeśli dodatkowo znacząco wzrosną stopy procentowe, to popyt może wyhamować.

– Osoby, które kupują mieszkania z pomocą kredytu, kierują się przede wszystkim tym, jak wysoka będzie rata w porównaniu z otrzymywanym wynagrodzeniem. Inwestorzy natomiast przy wyższym oprocentowaniu np. obligacji mogą zmniejszyć zainteresowanie rynkiem mieszkaniowym – mówi Sadowski. – Odwrócenie się tendencji na rynku nieruchomości wcale nie musi nastąpić w najbliższym czasie. Mody i trendy inwestycyjne nierzadko doprowadzają do znacznego przewartościowania/niedowartościowania, zanim dojdzie do ich odwrócenia. Nie można więc wykluczyć, że wskaźnik dostępności zejdzie jeszcze niżej, zanim trend się odwróci – dodaje.

Reklama
Reklama

Dariusz Książak, prezes Emmerson Evaluation, podkreśla, że zjawisko opozycyjnych trendów w zestawieniu siły nabywczej i cen mieszkań nie jest dla rynku nowe.

– Dzieje się tak, gdy ceny mieszkań rosną szybciej niż wynagrodzenia. Z analogiczną sytuacją mieliśmy do czynienia w latach 2006–2008. Po prostu mieszkania stają się coraz trudniej dostępne dla przeciętnego Kowalskiego. Osoby posiadające spory kapitał konsekwentnie w dużej części lokują go na rynku nieruchomości, co ma ochronić przed inflacją. Pozostali, czyli zdecydowana większość społeczeństwa, kupują teraz na nisko oprocentowany kredyt, stąd rekordy udzielonych pożyczek w ostatnich kwartałach. Udział zakupów gotówkowych się zmniejsza, bo coraz mniej osób stać na to przy tak wywindowanych cenach, szczególnie w największych miastach – mówi Książak.

W jego ocenie na rynku zaczynają dominować zakupy inwestycyjne i spekulacyjne, a nie na własne potrzeby. – Pęcznieje więc bańka spekulacyjna. Będzie ona narastać, dopóki nie zmienią się stopy procentowe. Moim zdaniem do jej przekłucia może wystarczyć podniesienie stóp procentowych o 0,5 pkt proc. Oczywiście reakcja rynku nieruchomości będzie widoczna z pewnym opóźnieniem około 6–12 miesięcy. Im później się to stanie, tym przekłucie bańki będzie boleśniejsze – uważa Książak.

...ale i koszty

– Ja widzę raczej szklankę do połowy pełną. Gdy spojrzymy na wykresy w dłuższej perspektywie, to okaże się, że możliwości nabywcze są dziś znacznie większe niż u szczytu ostatniej hossy – mówi Bartosz Turek, główny analityk HRE Investments. – Jeśli para chciałaby kupić mieszkanie na kredyt i wydawać na obsługę długu 30 proc. wynagrodzenia netto, to w 2008 r. mogłaby kupić sobie niecałe 29 mkw. mieszkania w dużym mieście, a dziś prawie 75 metrów. Tak zmieniły się możliwości nabywcze, gdy uwzględnimy ceny mieszkań, zmianę wynagrodzeń i koszty kredytów – podkreśla.

– Z perspektywy nabywcy oczywiście obecny dynamiczny wzrost cen jest niepokojący, ale nie jest to jeszcze poziom alarmowy – ocenia Mateusz Mucha, menedżer w DM Navigator. – Mamy również zupełnie inną perspektywę niż niemal 15 lat temu: niższa jest dostępność gruntów, szczególnie w Warszawie, co podnosi ich ceny i finalnie koszt wybudowania lokalu. Widoczna jest też spora aktywność funduszy PRS, których obecność zdecydowanie zwiększa popyt. Rosną także ceny materiałów, a w niedługim czasie spodziewamy się również wzrostu presji płac w budownictwie. Z tych względów nie widzimy więc przesłanek gwałtownego załamania cen na rynku mieszkaniowym. Nie widzimy również tendencji do dynamicznego wzrostu stóp procentowych – podsumowuje ekspert.

Nieruchomości
Rejestr Cen Nieruchomości otwarty. Rynek bardziej przejrzysty, ale są hamulce
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Nieruchomości
Lublin, drony, obligacje. Interbud planuje ekspansję do nowych miast
Nieruchomości
Parki handlowe dojrzewają, galerie zyskują drugie życie
Nieruchomości
Francuscy inwestorzy zrzucili się na magazyn 7R w Polsce
Materiał Promocyjny
Presja dorastania i kryzys samooceny. Dlaczego nastolatki potrzebują realnego wsparcia
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama