Program „Mieszkanie bez wkładu własnego” obowiązuje od tygodnia. Ma umożliwić zakup nieruchomości tym, którzy nie zdołali uzbierać wkładu, ale mają zdolność kredytową. Za pośrednictwem Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK) państwo zagwarantuje do 20 proc. kwoty kredytu, ale nie więcej niż 100 tys. zł. Na 20 tys. zł dopłaty rodzina kredytobiorców może liczyć w przypadku urodzenia się drugiego dziecka. Przy trzecim i kolejnym – na 60 tys. zł.
Dziś, po ośmiu podwyżkach stóp procentowych (do 5,25 proc.) i wprowadzeniu nowej rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego (banki przy szacowaniu zdolności kredytowej klienta do obowiązującej stopy doliczają 5 pkt proc.), największym problemem jest malejąca zdolność kredytowa, a nawet jej brak. Ale nawet ci, którzy ją mają, z programu na razie nie skorzystają. Banki nie palą się do przygotowania oferty kredytów z gwarantowanym wkładem. Umowę z BGK, która pozwala na udzielanie takich „hipotek”, podpisał Bank Pekao. BGK (według informacji na jego stronie) prowadzi rozmowy z kolejnymi 12 bankami. Pierwsze kredyty bez wkładu, jak mówią eksperci, będą do wzięcia dopiero za kilka miesięcy.