Wcześniej niby też można było tak włączać kanał sejmowy, bo za PiS czasem również sporo się działo na sali obrad. Dlaczego więc tego nie robiono? Prosta odpowiedź, jaka się nasuwa jako pierwsza: bo jednak na sali tej rządzili ci, których w warszawskich biurach raczej się nie lubi. Jeśli więc nawet to był show, to show pod dyktando PiS. Teraz role się odwróciły, w biurach można się pośmiać z satysfakcją, że to „nasi” uciszają „onych”, a nie na odwrót. Ale znowu mam wrażenie, że ta prosta odpowiedź nie wystarczy.
W nowym Sejmie role zostały rozpisane dużo ciekawiej
Tym razem politycy nie tylko zamienili się rolami, ale wręcz rozpisali je na nowo. To jeden z tych momentów, gdy wszyscy się dobitnie przekonujemy, dlaczego demokratyczny system parlamentarny nazywany bywa sceną polityczną. Bo to naprawdę jest teatr, a grają w nim polityczni aktorzy.
Czasem zamieniają się oni rolami jeden do jednego, np. gdy zdobywają władzę i zaczynają robić dokładnie to, co wcześniej robił poprzedni rząd, a co oni, jeszcze z ław opozycyjnych, głośno krytykowali. I na odwrót: nowa opozycja zaczyna krytykować rząd dokładnie za to samo, co wcześniej sama robiła, siedząc w ławach rządowych. Ale czasem na tej scenie pojawiają się nowi aktorzy albo niektóre role, te dawniej bez większego znaczenia dla dramaturgii, zyskują zupełnie nową moc. I wtedy scena polityczna nie tylko się odwraca, ale i rozpoczyna się na niej zupełnie nowy, nieznany wcześniej spektakl.
Jestem przekonany, że właśnie z tym mamy do czynienia – i widzowie to w mig wychwycili. Dla wielu, szczególnie młodych, to wręcz pierwszy taki spektakl, gdzie sejmowa polityka naprawdę ma znaczenie. Nagle pojawiła się w nim nowa ważna rola: marszałka Sejmu – silnego, niezależnego, po prostu istotnego. I dramat przestał się rozgrywać wyłącznie między rządem a opozycją, gdzie każdy z aktorów miał rozpisane bardzo proste role: za czy przeciw. Wydaje się, że wreszcie do Sejmu zawitała fabuła z prawdziwego zdarzenia, dziejące się tam rzeczy są trudniejsze do przewidzenia. A co więcej: rzeczywiście to tam rozgrywa się prawdziwa akcja, a nie gdzieś w partyjnych kuluarach. Jak pisał Michał Kolanko: do Sejmu wróciła polityka, decyzje nie są podejmowane już wyłącznie w biurach partyjnych.
Jaka w tym rola Szymona Hołowni
Postawiłbym tezę, że w obecnym układzie parlamentarnym każdy, kto zostałby marszałkiem, zyskałby ważną rolę. A jeśli już został nim ktoś z tzw. partii trzecich, czyli nie z PiS ani z PO, rola ta stała się wręcz kluczowa, pewnie nawet ciekawsza niż rola premiera, a na pewno już niż lidera opozycji. Bo marszałek rozgrywa własną grę. Ale jednak gdy został nim akurat Szymon Hołownia, to dodatkowo dorzucił jeszcze coś od siebie: doprawił tę rolę telewizyjnym sznytem i dobrze sprzedający się w serwisach społecznościowych ciętym językiem. Trudno, żeby po latach panowania w Sejmie zwyczajnie nudnych Marka Kuchcińskiego i Elżbiety Witek, sama taka zmiana personalna nie spotkała się z dużym zainteresowaniem widowni. Ale jestem jednak przekonany, że ważniejsza jest sama nowa rola marszałka niż osoba, która ją gra.