Jak wiadomo, liderzy Pink Floyd Roger Waters i David Gilmour są skłóceni, ten ostatni mówi dyplomatycznie, że o comebacku nie ma mowy z powodu śmierci pianisty Ricka Wrighta, jednak prawnicy działają i musiało dojść do korespondencyjnej choćby zgody, przynajmniej w sprawie przypomnienia znakomitego filmu Floydów „Live at Pompeii”. Może zresztą Gilmour ma nadzieję, że przy okazji pokazów powróci zainteresowanie jego solowym koncertem „Live at Pompeii”, nagranym w lipcu 2016 r., które były powrotem do miejsca, gdzie w październiku 1971 r. nagrał wraz z Pink Floyd wspaniały koncertowy film.
Pink Floyd at Pompeii
Wśród zabytków zachowanych dzięki katastrofie związanej z erupcją Wezuwiusza jest arena z 80 r. przed naszą erą. To najstarszy zachowany obiekt tego typu, który mógł pomieścić 20 tys. widzów. Tam reżyser Adrian Maben zaprosił Floydów do nagrania imponującego filmu, w którym koncert i muzyka ożywiały zastygłe miasto, co przeplatają kadry erupcji lawy.
Inicjatywę Mabena poparła telewizja francuska, która zauważyła, że płyty Pink Floyd sprzedają się we Francji lepiej niż albumy The Rolling Stones i nowej gwiazdy hard rocka, czyli Led Zeppelin. Nie bez znaczenia były związki Pink Floyd z Francją. Jeszcze w latach 60. David Gilmour podczas wakacji zarabiał graniem na ulicach południowofrancuskich miast. Roger Waters też był zachwycony miasteczkami Lazurowego Wybrzeża.
Na płycie „Meddle”, poprzedzającej nagranie koncertu w Pompejach, zamieścił piękną piosenkę „Saint Tropez”. Francuzi docenili ten fakt. Pojawiły się pieniądze i sponsorzy chętni sfinansować produkcję występu brytyjskiego kwartetu. Pomysł spodobał się również muzykom, którzy postanowili pokryć połowę kosztów, pozostawiając reżyserowi wolność artystyczną.