Przepisy przewidujące utworzenie krajowego rejestru utraconych dóbr kultury weszły w życie w czerwcu 2015 r. Celem prowadzonej przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego bazy miało być wzmocnienie ochrony interesów właścicieli dzieł sztuki czy zabytków. Wpis do rejestru jest równoznaczny z wyłączeniem stosowania w stosunku do danego obiektu przepisów kodeksu cywilnego o zasiedzeniu oraz nabyciu od osoby nieuprawnionej.
Wpisu dokonuje się na wniosek policji, prokuratury, wojewódzkiego konserwatora zabytków, naczelnego dyrektora Archiwów Państwowych, dyrektora np. muzeum, archiwum czy biblioteki czy też prywatnego właściciela danego obiektu (minister kultury nie może dokonywać wpisów z urzędu). Tyle tylko, że do rejestru przez siedem lat jego funkcjonowania nie został wpisany żaden obiekt.
Czytaj więcej
Od lat jako państwo mamy problem ze zwrotami dzieł sztuki, które zostały wywiezione z Polski do N...
Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego poinformowało, że od 2018 r., tj. od momentu przejęcia obowiązków związanych z prowadzeniem bazy, podejmowało „liczne działania informacyjne dotyczące tego rejestru, w tym w szczególności organizowało ogólnopolskie szkolenia dla funkcjonariuszy Policji oraz Krajowej Administracji Skarbowej”.
Siedem lat, zero wpisów do rejestru utraconych dzieł
Pomimo tego wpłynęły tylko 52 wnioski od zaledwie trzech wnioskodawców (49 wniosków zostało złożonych przez tę samą osobę prywatną). Jednak jak się okazuje, żaden z nich nie spełniał wymogów formalnych.