Przy okazji wydarzeń na Białorusi zaczęła się też dyskusja o jej gospodarce. Paradoksalnie, korupcja w tym kraju w odróżnieniu od jej sąsiadów niespecjalnie jest hamulcem dla biznesu.
– Na Białorusi jest korupcja nomenklaturowa, skoncentrowana na szczytach władzy. Jest oczywiście bardziej powszechna niż w Polsce, ale nie dotyka tak przeciętnych obywateli. Jak mówili mi białoruscy przyjaciele, rzadko zdarzy tam się zapłacić łapówkę policjantowi z drogówki czy lekarzowi, częściej za pozwolenie na budowę czy decyzje administracyjne. Niższe i bliskie obywatelowi instytucje są trzymane silną ręką. Za to białoruskie elity polityczne gromadzą i ukrywają ogromne pieniądze. Łukaszenko oficjalnie nic nie ma, ale jest tajemnicą poliszynela, że zgromadził gigantyczny majątek. To typowe dla takich ludowych autokratów. Poniżej pewnego poziomu hierarchii władzy przekupni funkcjonariusze są ścigani, dopiero powyżej obowiązuje nietykalność.