Przyspieszamy każdy możliwy proces, który nam szkodzi, a nieraz szczególnie szkodzi rządzącej w Polsce prawicy. Gramy na scenariusze, które są dla nas groźne. Gdyby nie błędy polityczne rządu w Warszawie, nie byłoby postępowania z artykułu 7, a Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej nie zajmowałby się sprawą naszego Sądu Najwyższego.
Spory z Komisją Europejską nic nam nie dały, za to wzmocniły jej pozycję wobec państw członkowskich i pokazały, że jest sporo państw, które są gotowe milcząco przyznawać więcej władzy instytucjom w Brukseli, także kosztem interesów Polski. Hipotetyczne, acz niesprawdzone poparcie dla Warszawy z kilku państw regionu oznacza, że większość członków Unii nie jest gotowa nam tego poparcia udzielać w sprawach, które kładziemy na stole, i ostatnia dyskusja o uchodźcach przełomu tu nie czyni. Potajemne negocjacje z unijnymi urzędnikami, choć intencje rządu były pewnie dobre, spowodowały, że Sejm kilkakrotnie zmieniał ustawy pod wpływem, powiedzmy dyplomatycznie, perswazji komisarzy, a porozumienia i tak nie ma, choć jest niedobry precedens. Dodatkowo wiele wskazuje na to, że w negocjacje budżetowe polski rząd wejdzie, mając na karku polityczny spór z Komisją i postępowanie w Luksemburgu.