Spór o berliński oddział Instytutu Pileckiego

Placówka w stolicy Niemiec uniezależniła się od centrali, co nie podoba się władzom w Warszawie. Sprawę komplikuje fakt, że ma dobre oceny w Berlinie.

Publikacja: 04.04.2025 04:51

Instytut Pileckiego w Berlinie

Instytut Pileckiego w Berlinie

Foto: AdobeStock

Informacje przedstawione w marcu w Sejmie przez wiceministra kultury Macieja Wróbla na temat Instytutu Pileckiego wywołały szok. Zwłaszcza wydatki finansowe rządu PiS na organizację całego przedsięwzięcia.

Przez sześć lat wydano na instytut 700 mln zł, a z ponad 220 pracowników zaledwie 16 to pracownicy naukowi. W mediach padły słowa o Bizancjum i synekurach dla działaczy PiS. Formalnie instytut został pomyślany jako placówka badawcza prowadząca badania historyczne dokumentujące zbrodnie totalitaryzmów. 

Apele o utrzymanie w niezmienionej postaci Instytutu Pileckiego na Pariser Platz w Berlinie

Niemal natychmiast po przedstawionych w Sejmie informacjach z Berlina dotarły do polskich władz apele w obronie i głosy poparcia dla berlińskiego oddziału instytutu działającego tam od siedmiu lat. Pod apelami podpisy znanych naukowców niemieckich i polskich oraz ukraińskich historyków, dziennikarzy, osób zainteresowanych.

– Nadal potrzebujemy takiego Instytutu Pileckiego na Pariser Platz w Berlinie! – czytamy w jednym z apeli, co zabrzmiało jak prośba o dalsze utrzymanie placówki zagrożonej rzekomo likwidacją. 

Inicjatorem jest brytyjski dziennikarz pracujący w Berlinie, James Jackson. Zapewnia, że jest to wyłącznie jego własna inicjatywa. W innym apelu, wysłanym z inicjatywy jednej z organizacji ukraińskich w Niemczech Vitsche, zawarta jest prośba o „ponowne rozważenie wszelkich planów, które mogłyby zagrozić” polskiej placówce.

Czytaj więcej

Niejasności finansowe wokół nowego szefa Instytutu Pileckiego

Ukraińska diaspora i dyplomacja docenia niezwykłe zaangażowanie instytutu w sprawy ukraińskie. Organizował wiele dyskusji czy wystaw związanych z rosyjską agresją.  

Nowy szef Instytutu Pileckiego o problemach z oddziałem w Berlinie. Pisma do centrali w języku niemieckim

– Wszelkie pogłoski na temat zamknięcia oddziału w Berlinie są całkowicie  bezpodstawne. Nie znaczy to, że nie ma problemów z tą placówką – mówi „Rzeczpospolitej” Krzysztof Ruchniewicz, dyrektor Instytutu Pileckiego od listopada ubiegłego roku. Dodaje, że nie doczekał się jeszcze budżetu z berlińskiego oddziału zgodnego z wytycznymi oraz przypisania wydatków określonym przedsięwzięciom. Wyraża zastrzeżenia co do działań placówki: nadmierną uwagę przywiązuje do działań informacyjno-publicystycznych, co nie jest do końca zgodne z ustawą o Instytucie Pileckiego jako placówki badawczej. Równocześnie jego zdaniem nie ma w zespole oddziału ani jednego naukowca z prawdziwego zdarzenia.

Irytację budzi w Warszawie także funkcjonowanie oddziału w Berlinie na podstawie niemieckiego prawa pracy. Jest to zgodne z regulacjami unijnymi, jednak zdumienie wywołują pisma kierowane do warszawskiej centrali w języku niemieckim. W końcu jest to polska placówka finansowana przez Polskę, co kosztuje rocznie około 14 mln zł. 

Czytaj więcej

Polska ściga zbrodniarzy wojennych. Albo stara się stworzyć takie wrażenie

Równocześnie w Warszawie można spotkać opinie, że oddział instytutu w Berlinie stara się uniezależnić całkowicie od centrali i w gruncie rzeczy w ten czy inny sposób stoi za akcją apeli do polskich władz. Z kolei założenie w berlińskiej placówce związków zawodowych i powstanie rady zakładowej (Betriebsrat), mającej prawo udziału w podejmowaniu wielu decyzji, w tym personalnych, miało na celu zapobieżenie jakimkolwiek zmianom personalnym w Berlinie. 

Niemiecki dyplomata o oddziale w Berlinie: „zaczęło się w stylu PiS”. Teraz działa „z właściwym zaangażowaniem i znawstwem”

Oddziałem w Berlinie kierują od jego powstania w 2019 roku historyczka Hanna Radziejowska i socjolog Mateusz Fałkowski, mianowani w czasach rządów PiS.  

– Inauguracja placówki w Berlinie odbyła się w sposób całkowicie przewidywalny, z patriotycznymi przemówieniami w stylu rządzącego wtedy PiS – mówi „Rzeczpospolitej”, anonimowy rozmówca z niemieckich kręgów dyplomatycznych, który interesował się tą sprawą zawodowo. Jak mówi, nie spodziewał się wtedy, że instytut przekształci się w przyszłości w placówkę oferującą ciekawe dyskusje, spotkania, imprezy i spojrzenie wykraczające poza sprawy polsko-niemieckie, jak np. dotyczące wydarzeń w Ukrainie.

Jego zdaniem jest to robione z właściwym zaangażowaniem i znawstwem, co czyni instytut położony w niezwykle prestiżowym miejscu, tuż przy Bramie Brandenburskiej, nierzadko najciekawszą z polskich placówek w Berlinie.

Z podobnymi impresjami na temat instytutu dzieli się z „Rzeczpospolitą” Florian Mausbach, w przeszłości inicjator utworzenia w Berlinie pomnika polskich ofiar III Rzeszy. Podpisał pismo w sprawie instytutu, gdyż uważa, że włączenie do programu instytutu problematyki zbrodniczych działań Rosji w Ukrainie ułatwia zrozumienie natury zbrodni nazistowskich Niemiec wobec Polski.

Dla władz cały Instytut Pileckiego to „niechciany prezent po PiS”. Co dalej z oddziałem w Berlinie?

Podobnych głosów jest zacznie więcej. Są i pozytywne reakcje w niemieckich mediach odnoszące się jednak w większości do działania instytutu w obszarze wojny w Ukrainie. W polskim środowisku w Berlinie pojawiają się czasem głosy, że instytut jest nadal postrzegany jako dzieło PiS, które to ugrupowanie budzi w Niemczech negatywne emocje. Ma to utrudniać współpracę z instytucjami niemieckimi.

Czytaj więcej

Badania: Co Niemcy wiedzą o drugiej wojnie światowej? Kto odpowiada za Holokaust?

Nie sposób to do końca sprawdzić, gdyż instytut chwali się instytucjonalną współpracę z licznymi politycznymi fundacjami niemieckimi, jak i placówkami naukowymi. O tym wszystkim chcieliśmy porozmawiać z kierowniczką Hanną Radziejowską. Przekonuje jednak, że ma zakaz z Warszawy bezpośrednich kontaktów z mediami. Kieruje do opublikowanej niedawno w „Gazecie Wyborczej” polemice z wiceministrem Maciejem Wróblem.

Udowadniała tam, że wydawanie środków publicznych zawsze było zgodne z prawem, nie ma mowy o wykorzystaniu majątku do innych celów niż zapisane w ustawie. Przekonuje, że w niej mowa nie tylko o ściśle naukowych działaniach instytutu, z czego korzysta placówka w Berlinie. Zgodnie z prawem niemieckim możliwe jest zatrudnianie asystentów naukowych  (Wissenschaftliche Mitarbeiter), a nie tylko naukowców sensu stricte.  

Jeden z pracowników instytutu pragnący zachować anonimowość przekonuje naszą gazetę, że centrala w Polsce dąży do tego, aby „wszystko było wymyślone i organizowane w Warszawie”. W konsekwencji, w nieporozumieniach z centralą nie chodzi bynajmniej o takie czy inne konkretne problemy, lecz o wolność, czyli dążenie do swobody w kształtowaniu profilu instytutu w Berlinie. 

Jest to nie do przyjęcia dla władz w Warszawie, które przejęły Instytut Pileckiego po rządach PiS jako swego rodzaju niechciany prezent, którego nie są w stanie się pozbyć. Koszty byłyby większe niż utrzymanie instytutu i to nie tylko w Berlinie, ale także powstającego oddziału w USA czy rozpoczynającego właśnie aktywność w Szwajcarii. Na razie kierownictwo w Warszawie nie podejmuje żadnych działań, czekając na dalszy rozwój wydarzeń. 

Informacje przedstawione w marcu w Sejmie przez wiceministra kultury Macieja Wróbla na temat Instytutu Pileckiego wywołały szok. Zwłaszcza wydatki finansowe rządu PiS na organizację całego przedsięwzięcia.

Przez sześć lat wydano na instytut 700 mln zł, a z ponad 220 pracowników zaledwie 16 to pracownicy naukowi. W mediach padły słowa o Bizancjum i synekurach dla działaczy PiS. Formalnie instytut został pomyślany jako placówka badawcza prowadząca badania historyczne dokumentujące zbrodnie totalitaryzmów. 

Pozostało jeszcze 93% artykułu

Czytaj więcej, wiedz więcej!
Rok dostępu za 99 zł.

Tylko teraz! RP.PL i NEXTO.PL razem w pakiecie!
Co zyskasz kupując subskrypcję?
- możliwość zakupu tysięcy ebooków i audiobooków w super cenach (-40% i więcej!)
- dostęp do treści RP.PL oraz magazynu PLUS MINUS.
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1136
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1135
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1134
Świat
Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 1133
Materiał Partnera
Konieczność transformacji energetycznej i rola samorządów
Świat
Koniec poszukiwań żołnierza USA na Litwie. Odnaleziono ciało