Plotki o możliwej zmianie premiera odżyły po tym, jak w czerwcu Jarosław Kaczyński zrezygnował z zasiadania w Radzie Ministrów i zachwalał Mariusza Błaszczaka, swojego następcę na stanowisku wicepremiera, a od 2018 roku ministra obrony narodowej. - Minister Błaszczak z całą pewnością zastąpi mnie znakomicie i sądzę też - chociaż to nie jest jeszcze ten moment, w którym mogę to publicznie ogłaszać - że zastąpi mnie pod każdym względem, także - myślę - jeżeli chodzi o wszystkie funkcje - oświadczył prezes PiS.
Szybko pojawiły się doniesienia o mającej „knuć” grupie polityków Prawa i Sprawiedliwości, skupionych wokół wicepremiera Jacka Sasina. Onet pisał w lipcu, że politycy ci „zebrali się, by rozmawiać o koniecznej reformie partii rządzącej”, w tym o ”zbyt dużym wpływie premiera Mateusza Morawieckiego i jego bezpośredniego otoczenia na politykę oraz decyzje podejmowane w partii, które spowodowały, że PiS już dawno zaczął odchodzić od swojego programu i złożonych wyborczych obietnic”. Wirtualna Polska twierdziła, że członkowie tej grupy proponowali, by nowym szefem rządu został minister Błaszczak. „Premier wciąż ma jednak silną pozycję na Nowogrodzkiej, a władze PiS na wewnętrznych spotkaniach powtarzają, że »zmiana obecnie nie jest brana pod uwagę«. Kluczowe jest słowo »obecnie«, bo sytuację może zmienić kryzys ekonomiczny” - donosił portal.
Pogłoski te dementował w niedawnej rozmowie z „Polską Times” prezes PiS. Jarosław Kaczyński zauważył, że w spotkaniach doradców, które odbywają się z jego inicjatywy, zawsze uczestniczy premier, a że spotykają się „inne grupy”? O tych spotkaniach prezes ma wiedzieć „z góry”. - W samym fakcie spotykania nie ma nic złego. Jeżeli byłyby knute jakieś spiski, to rzeczywiście byłoby źle - mówił Kaczyński, dodając, że gdyby jakaś grupa miała na celu dymisję premiera, musiałaby brać pod uwagę kolejną - dymisję samego prezesa PiS.
Czytaj więcej
- Bez mojej zgody premiera by się nie dało odwołać. Takiej zgody nie ma. To są wymysły - mówi pre...
Prawo i Sprawiedliwość już dwukrotnie dokonało zmiany szefa rządu w trakcie kadencji Sejmu. W lipcu 2006 roku Kazimierza Marcinkiewicza zmienił Kaczyński, a w grudniu 2017 roku Morawiecki zastąpił Beatę Szydło. O ile Marcinkiewicz definitywnie rozstał się z PiS, o tyle Szydło została wpływową eurodeputowaną. Miała zresztą uczestniczyć w czerwcowym spotkaniu w Ministerstwie Aktywów Państwowych, którego uczestnicy mieli według Onetu podkreślać, że aby wygrać przyszłoroczne wybory, konieczna jest gruntowna reforma partyjnych struktur, w tym „odsunięcie ludzi Mateusza od partii i zarządzania okręgami partyjnymi oraz ograniczenie wpływów jego samego”.