Tylko 99 zł za rok czytania.
Co zyskasz kupując subskrypcję? - możliwość zakupu tysięcy ebooków i audiobooków w super cenach (-40% i więcej!)
- dostęp do treści RP.PL oraz magazynu PLUS MINUS.
Aktualizacja: 20.03.2015 14:31 Publikacja: 20.03.2015 01:08
W kraju szczerzy zęby Bierut, na Jukatanie – bogowie... Arkady Fiedler w Meksyku, rok 1948
Foto: Z archiwum Muzeum Arkadego Fiedlera
Rzeczpospolita: W jaki sposób pakował się panów ojciec? Był uporządkowanym chaotyczny, sam pamiętał o wszystkim, a może potrzebował pomocy?
Arkady Radosław Fiedler: Pakował się sam, ale to szczegół przecież. Znacznie ważniejsze były przygotowania merytoryczne. Trwały minimum rok. Ojciec mnóstwo czytał o krajach, do których się wybierał, i to czytał w kilku językach – znał niemiecki, angielski, hiszpański. Wypełniał notatkami kolejne zeszyty. To były naprawdę wnikliwe studia. Ojciec odbył przeszło 30 dużych podróży. Był pod tym względem bardzo doświadczony. Tymczasem przed każdą kolejną wyprawą bardzo się przejmował. Tak, jakby to był pierwszy i najważniejszy wyjazd w jego życiu.
Reisefieber?
Marek Fiedler: Tak, właśnie reisefieber. Ojca trawiła gorączka podróży, a jednocześnie rozpierała go energia. Pamiętam taką sytuację, bardzo znamienną. Bodaj w 1957 roku ojciec wybierał się do Indochin. Klimat tam dla Europejczyka paskudny: duszno, gorąco, wilgotno, a do tego trzeba jeszcze chodzić po wertepach z pakunkami, walizami. Słowem, potrzebna jest dobra kondycja. Ojciec prawie każdego dnia jeździł do Poznania, by wejść do księgarni, biblioteki, czasem spotkać się z kolegami. Zwykle do pociągu wsiadał w Puszczykówku, teraz jednak szedł przez las do sąsiedniej stacji Puszczykowo. Żeby było dalej. Z powrotem podobnie. Pewnego dnia spotkał go jeden z naszych sąsiadów i zobaczył, że ojciec dźwiga jakieś pakunki. „Panie Fiedler, a co pan tam niesie?" – pyta. A ojciec na to, że cegły. Potem mówił, że bardzo mu się taka zaprawa przydała, bo podróż była ciężka. Z Indochin wrócił chory, miał amebę. Wyglądał jak szkielet. Kto wie, czy w ogóle byśmy go zobaczyli, gdyby na miejscu nie spotkał swojego przyjaciela, Polaka, specjalisty od chorób tropikalnych. Na własne oczy zobaczyliśmy wówczas, że z tropikami nie ma żartów.
A.R.F.: Ojciec na szczęście był człowiekiem silnym, szczupłym, wysportowanym, potrafił sobie radzić z przeciwnościami. Podobną przygodę miał nad Ukajali w Ameryce Południowej. Tam jego nogę zaatakowały kleszcze. W zgięciu pod kolanem miał wielką krwawiącą ranę. Do końca życia pozostała mu blizna. No, ale takie ryzyko było wkalkulowane w podróżowanie do miejsc, które generalnie Europejczykom nie służą.
Tym bardziej że jeszcze kilkadziesiąt lat temu podróżowanie było diametralnie inne niż teraz. Niemal każda wyprawa wydawała się przedsięwzięciem poniekąd awanturniczym...
M.F.: I trochę traperskim. Ale ojciec zawsze podkreślał, że najlepiej czuje się na uboczu, w lesie, wśród rdzennych mieszkańców. Pamiętam jedną z ostatnich jego podróży. W 1980 roku pojechaliśmy wspólnie do Kanady, by odwiedzić Indian, których przed laty opisał w książce „Kanada pachnąca żywicą". Obawiałem się tej wyprawy, bo ojciec miał prawie 86 lat. Nieśmiało zacząłem dopytywać, czy damy radę, ale on odparł krótko: „Daj spokój, właśnie tam czuję się naprawdę dobrze". I rzeczywiście. Spaliśmy pod namiotami, wokół pustka: las, jeziora... Wtedy najmocniej poczułem, że ojciec to człowiek lasu i namiotu.
W autobiograficznej powieści Bronji Žakelj polityka Tity i wojny bałkańskie lądują na dalszym planie. Na pierwsz...
W związku z dużą zmiennością produkcji energii ze źródeł odnawialnych – kluczowa staje się możliwość szybkiego i elastycznego reagowania na potrzeby systemu. Odpowiedzią jest magazynowanie energii w okresach jej nadmiaru i szybkie uwalnianie do sieci, kiedy jej brakuje.
Postacie Rafała Wojasińskiego snują się po bezdrożach i pustych przestrzeniach jak bohaterowie z filmów Andrieja...
„Duch z wyspy” jest jak filmy puszczane w środę o 20.00 na Polsacie – stworzony, by bawić i zapewniać rozrywkę.
Po inscenizacji „Ferdydurke” w reżyserii Mariusza Malca w Och-Teatrze Gombrowicz zapewne przekonałby się do teatru.
Transformacja energetyczna. Inwestowanie i operowanie infrastrukturą energetyczną. Strategiczne, ekonomiczne, technologiczne i środowiskowe aspekty transformacji energetycznej w wymiarze lokalnym
W „Oskubanych” każdy może zostać oskubany. Wręcz zrobiony na łyso.
Warszawski rynek nieruchomości od lat przyciąga inwestorów. Nic dziwnego, stabilne zyski i perspektywy długoterminowego wzrostu wartości są wyjątkowo kuszącą perspektywą. W obliczu inflacji, zmian stóp procentowych i rosnącego popytu na wynajem wiele osób zastanawia się, czy to dobry moment na zakup mieszkania w stolicy. Podpowiemy, co przemawia za inwestycją w warszawskie nieruchomości oraz opiszemy potencjalne ryzyka, które warto wziąć pod uwagę. Zanalizujemy aktualne ceny mieszkań i trendy rynkowe na 2025 rok. Dowiesz się również, gdzie szukać najlepszych ofert.
Masz aktywną subskrypcję?
Zaloguj się lub wypróbuj za darmo
wydanie testowe.
nie masz konta w serwisie? Dołącz do nas