Prezydent odmówił podpisania nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym. W trybie art. 122 ust. 3 Konstytucji RP wystąpił do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem w sprawie jej zgodności z konstytucją. Było to do przewidzenia zarówno ze względów politycznych, jak i prawnych. Pierwsze dotyczą kwestii czysto ustrojowej. Jeżeli prawdą jest, że nowelizacja nie była konsultowana z prezydentem, to był to ustrojowy afront. W niektórych krajach mógłby wywołać poważny kryzys w relacjach takiego organu z rządem; szczególnie w Polsce, gdzie prezydent wbrew niektórym – jakże mylnym osądom – nie jest organem pomocniczym władzy wykonawczej, ale posiada realne i istotne uprawnienia ustrojowe. Prócz tzw. prawa weta jest zwierzchnikiem sił zbrojnych, współtworzy politykę zagraniczną kraju, posiada także prawo inicjatywy ustawodawczej – to tylko kilka z najważniejszych uprawnień prezydenta w strukturze organów władzy publicznej.
Czytaj więcej
Zależy mi na jak najszybszym uruchomieniu środków z Krajowego Planu Odbudowy, które są potrzebne...
Sprawa sędziów
Na kwestie prawne składają się liczne wątpliwości co do zgodności ustawy nowelizującej z konstytucją. Prawdą jest, że porządek konstytucyjny stwarza szeroką przestrzeń do proponowania różnych rozwiązań w kwestii lokowania systemu dyscyplinarnego sędziów. Brak jest bowiem w konstytucji konkretnego przepisu, który kompetencję tę powierzałby jakiemuś organowi. Akurat ten problem dowodzi podatności sądów prawniczych na ich dialektyczną ocenę. Wypowiedzi o przepisach nie są weryfikowane przez klasyczne kryterium prawdy i fałszu, ale zawsze argumentowane o określone racje, motywy, oceny czy wartości. Problem w tym, że nowela budzi więcej wątpliwości niż generuje racji za jej zgodnością z szeregiem przepisów konstytucji. Wypada tu wymienić choćby prymat SN w organach wymiaru sprawiedliwości – jest on wymieniony jako pierwszy w art. 175 ust. 1 konstytucji – a także fakt, że ustawa zasadnicza wprowadza dość ścisły podział na piony sądownictwa, co wpisuje się w generalny duopol poszczególnych rodzajów władz (ustawodawczą tworzy Sejm i Senat, wykonawczą – rząd z prezydentem, sądowniczą – poszczególne piony judykatury). Najpoważniejszą wątpliwość budzi jednak rozszerzenie testu bezstronności sędziego. Oczywiście, obowiązujące procedury pozwalają badać bezstronność sędziego nawet poza tą instytucją i również w sytuacji, gdy członek składu uważa się za bezstronnego – to podstawowe uprawnienie strony (a nie członka składu!) zakłada instytucja iudex suspectus. Problem w tym, że poszerzenie testu bezstronności może być odebrane jako godzące w podstawowy przymiot sędziego, jakim jest niezależność wewnętrzna – tj. w zakresie orzekania, o czym wielokrotnie wspominały: pierwsza prezes SN czy przewodnicząca KRS w publicznych wystąpieniach. Sędzia musi mieć pewność, że jest niezawisły, a wszelkie instytucje prawa pozytywnego nie mogą jego niezależności ograniczać. Ustawodawca możliwością wzajemnego testowania się sędziów tę pewność sędziowską niestety podważa. Można zadać pytanie zwolennikom noweli, jak by się czuli, gdyby prawidłowość ich powołania – np. do stanowisk rządowych – mogli sprawdzać na podstawie określonej procedury ich koledzy (np. inni ministrowie) w zasadzie w niczym nieskrępowany sposób? Zwiększałoby to czy zmniejszało ich swobodę decyzyjną? Takie wątpliwości można mnożyć, stąd zapewne decyzja prezydenta, który nie tylko powołuje sędziów, ale stoi na straży ich niezawisłości.
Odpowiadając na pytanie, jakie będzie orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego w tej sprawie, wypada zwrócić uwagę na kilka konfiguracji, które z pewnością będą w niej rozważane. Poza zakresem analizy zostawmy to, czy Trybunał będzie w stanie podjąć tę sprawę z uwagi na pojawiające się informacje o konflikcie między sędziami Trybunału. Rozważmy rzecz czysto teoretycznie i na płaszczyźnie wyłącznie prawnej. Przede wszystkim nowelizację Trybunał będzie rozpoznawał w pełnym składzie (z uwagi na brzmienie art. 37 ust. 1 pkt 1 lit. d ustawy o organizacji i trybie postępowania przed TK).
Jakie są warianty
Orzeczenie, w którym sąd konstytucyjny stwierdzi zgodność przedłożonej do kontroli ustawy nowelizującej, jest mało prawdopodobne, ale oczywiście nie można go całkowicie wykluczyć. Problem w tym, że sędziowie jakimś karkołomnym wywodem musieliby nie tylko odstępować od linii orzeczniczej, którą przywoływał chociażby we własnej opinii NSA, lecz także działać niejako na swoją niekorzyść z uwagi na akceptację instytucjonalnej weryfikacji niezawisłości sędziowskiej. Taki wariant wydaje się więc mało prawdopodobny. Drugą możliwość tworzy oczywiście opcja skrajna, zatem uznanie nowelizacji za niezgodną z konstytucją w całości albo w części. W dyskursie prawniczym podkreślano, co czynili także różni sędziowie TK, że jest to jednak ostateczność, sytuacja, która polega na wytworzeniu wyrwy w systemie prawa lub tworząca szereg negatywnych skutków, które w momencie wydania orzeczenia trudno jest przewidzieć. Argumenty te oczywiście mają ograniczone znaczenie dla ustawy nowelizującej, ale warto mieć je na uwadze. Sąd konstytucyjny jest organem polityki prawa, jest najbardziej polityczny ze wszystkich organów sądowych. Na tak wysokim poziomie analizy prawnej nie da się bowiem oddzielić ocen natury politycznej (policies) czy na wskroś moralnej (principles) od czysto prawnej. Wydaje się więc, że w aktualnych uwarunkowaniach ustrojowych rozstrzygnięcie derogujące jest najmniej prawdopodobne.