[b]Skomentuj na [link=http://blog.rp.pl/lichocka/2008/11/04/cyfrowa-telewizja-naziemna-dla-ubogich/]blog.rp.pl[/link][/b]
Jeżeli za kilka lat spojrzymy na to, co się stało na rynku telewizyjnym, stwierdzimy zapewne – jak zwykle po czasie – że polskie państwo dokonało kolejnej abdykacji; zdjęło z siebie ciężar odpowiedzialności za to, do czego jest predestynowane. Pewnie będzie można przeczytać w którejś z gazet, że nie sprostaliśmy wyzwaniom tworzonym przez postęp technologiczny w dziedzinie mediów. Że ów postęp niósł prócz korzyści dla ekonomii i konkurencyjności także szczególne wyzwania dla państwa. Tylko że państwa w kluczowym momencie zabrakło.
"Kompetencje państwa narodowego w ramach Unii Europejskiej są nieuchronnie zawężane" – mówił dla "Nowego Państwa" Aleksander Smolar, uznając, że "minimum minimorum to suwerenność wspólnoty kulturowej i historycznej, bronienie sfery kultury, edukacji, tradycji i obyczaju. To zawsze stanowi o przetrwaniu wspólnoty w historii". Nietrudno dostrzec, że jednym z głównych czynników wpływających na kształtowanie się więzi wymienionych przez Smolara jest w obecnych czasach telewizja. Rzecz w tym, że rola i suwerenność państwa w zakresie telewizji sprowadza się w praktyce tylko do telewizji naziemnej, bo w przekazach telewizji kablowej, satelitarnej czy "internetowej" obowiązuje zasada, że to, co legalne w jednym kraju Unii, jest legalne wszędzie indziej. Nie możemy więc ograniczać prawnie dostępu takich programów do polskiego rynku bez względu na to, jakie treści niosą.
[srodtytul]Korzyści pozaekonomiczne[/srodtytul]
Wyjątkiem jest właśnie telewizja naziemna i ta podlega kontroli państwa. To dlatego wszystkie duże kraje Unii starały się zapewnić naziemnej telewizji cyfrowej – spadkobierczyni obecnej telewizji analogowej – jak najpoważniejszy udział w rynku medialnym przez jak najdłuższy czas. Dbają o to kolejne rządy Wielkiej Brytanii, Francji czy Włoch bez względu na opcję polityczną i stosunek do integracji europejskiej. Przechodziły do porządku dziennego nad utyskiwaniem biznesu, że taniej jest budować cyfrową telewizję satelitarną niż naziemną. Nie wszystko mówiono przy tym wprost – zamiast o interesie państwa czy interesie publicznym ukuto eufemizm mówiący o "korzyściach pozaekonomicznych". Tymczasem zarówno działania ustawodawcy, rządu, jak i Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji oraz Urzędu Komunikacji Elektronicznej w sprawie cyfryzacji zdają się sprowadzać de facto do tego, by dominującą rolę w mediach odgrywał przekaz nienaziemny, czyli ten, którego państwo polskie właściwie nie może kontrolować. Zagadką pozostaje, czemu tak różne ośrodki władzy tak jednomyślnie pracują na to, by państwo polskie w tej sferze miało w przyszłości jak najmniej do powiedzenia.