Żyjemy w czasach, gdy debatę publiczna zastąpiła propaganda. Nie konfrontacja argumentów, a budowanie „narracji" jest treścią współczesnego życia publicznego. Fakty mają drugorzędne znaczenie, liczą się emocje, budowanie wizerunku, eksploatowanie strachu i nadziei czy dzielenie społeczeństwa na swoich i obcych.
Pogarda dla faktów i dla debaty publicznej ma miejsce także w dziedzinie polityki gospodarczej, tak wydawałoby się niepodatnej na manipulacje „narracji". Bo to dziedzina, w której fakty najłatwiej ustalić i przeciwstawić fałszywej propagandzie. Tymczasem to właśnie polityka gospodarcza jest jednym z czołowych tematów uzasadniających „dobrą zmianę" i prezentowana jest jako fundamentalne zakwestionowanie dotychczasowej praktyki w tej dziedzinie. Plan wicepremiera Mateusza Morawieckiego prezentowany jest nieomal jako alternatywa dotychczasowego modelu polityki gospodarczej symbolizowanej przez byłego wicepremiera Leszka Balcerowicza. „Polonizacja" systemu bankowego, podatek bankowy, niewprowadzony podatek handlowy czy uszczelnienie systemu podatkowego są charakterystycznymi elementami polityki gospodarczej obecnego rządu. Ale czy rzeczywiście wystarczają, by określić ją jako przełom?