Reklama

Marek A. Cichocki: Rewanżyzm i pycha

Zachód może sądzić, że wojna o Ukrainę Rosji się nie opłaci, podobnie jak Chinom wojna o Tajwan. Jednak dla Moskwy czy Pekinu taki rodzaj kalkulacji nie musi mieć już żadnego znaczenia, bo ich polityka kieruje się innymi kryteriami.

Publikacja: 23.01.2022 21:00

Zdjęcie Władimira Putina używane jako cel ćwiczebny na linii frontu ze wspieranymi przez Rosję separ

Zdjęcie Władimira Putina używane jako cel ćwiczebny na linii frontu ze wspieranymi przez Rosję separatystami w pobliżu wsi Zołote, w obwodzie ługańskim.

Foto: afp

Na temat tego, w jakim stopniu Zachód zachowuje jedność wobec presji i żądań ze strony Rosji, pojawiło się w ostatnich tygodniach wiele spekulacji. Głównie z powodu dziwnego zachowania Niemiec, włącznie z odmową kanclerza Olafa Scholza przyjazdu do Waszyngtonu na rozmowy z prezydentem Joe Bidenem. Różnice interesów w obrębie Zachodu stają się więc ewidentne, ale wspólna pozostaje filozofia, która leży u podstaw reakcji na nadciągające zagrożenie wojny. Zarówno Ameryka, jak i państwa w Europie starają się jednoznacznie pokazać Rosji, że wywołanie wojny na Ukrainie nie będzie opłacalne.

Taka strategia odpowiada przyjętym liberalnym założeniom, że w polityce międzynarodowej aktorzy kierują się kalkulacją strat i zysków. Problem polega jednak na tym, że kategoria zysku i straty może być względna i wynikać często ze wzajemnej percepcji, sposobu, w jaki strony postrzegają się nawzajem.

Marek A. Cichocki

Autor jest profesorem Collegium Civitas

Zachód może żyć w przekonaniu, że jego działania wcale nie mają na celu narzucania swej hegemonii w świecie. Nawet jeśli jest to prawda, to w Rosji czy w Chinach taka polityka może być odbierana jako narastające zagrożenie, któremu trzeba postawić tamę. Zachód może sądzić, że wojna o Ukrainę Rosji się nie opłaci, podobnie jak Chinom wojna o Tajwan. Jednak dla Moskwy czy Pekinu taki rodzaj kalkulacji nie musi mieć już żadnego znaczenia, bo ich polityka kieruje się innymi kryteriami.

Te inne kryteria, to po pierwsze, pragnienie rewanżu wynikające z poczucia historycznej niesprawiedliwości. W przypadku Chin niesprawiedliwością była od wojny opiumowej polityka obecności Zachodu w Azji, a w przypadku Rosji zwycięstwo Zachodu w zimnej wojnie. Po drugie kluczowe jest także rosnące poczucie własnej siły i przekonanie o słabości drugiej strony. Przynajmniej od czasu kryzysu finansowego zarówno Chiny, jak i Rosja, zaczynają wierzyć coraz mocniej w swoją przewagę. I w to, że Zachód się rozpada.

Reklama
Reklama

Pragnienie rewanżu, wyrównania historycznych rachunków połączone z rosnącą hybris, jak kiedyś starożytni Grecy nazywali skłonność do przeceniania własnej siły i wyolbrzymiania słabości przeciwnika, stanowią niebezpieczną mieszankę, która wbrew rozumowi może popchnąć do rozpętania prawdziwej burzy.

Opinie polityczno - społeczne
Kata Tüttő dla „Rzeczpospolitej”: Europa oszczędza na własnej przyszłości
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Opinie polityczno - społeczne
Jacek Czaputowicz: Dobre i złe wiadomości w sprawie Ukrainy
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Na naszym podwórku nikt nam nie podskoczy
Opinie polityczno - społeczne
Jakub Chabik: Dyskryminacja pozytywna plus równość selektywna to bunt mężczyzn
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama