Przyjęło się uważać, że ponad 14 miliardów lat temu nie było nic. Wszechświat nie miał żadnych granic, ponieważ czas, przestrzeń i energia mieściły się na obszarze biliony razy mniejszym od kropki na końcu tego zdania. Były zwinięte w wymiarze zamkniętym.
Taka hipoteza zakłada, że nie było i nie będzie bardziej gęstego i gorącego miejsca niż ten maleńki punkcik, w którym wszystkie znane nam prawa fizyki były ujednolicone. Ta unifikacja czyniła ten najgęstszy i najcieplejszy obiekt w historii osobliwością, czyli punktem, w którym wszystko jest nieskończone, przez co jego natura jest całkowicie niezrozumiała.